Bezpieczeństwo i forsa na chleb zamiast…igrzysk

Życie przeleciało mi w kadrach przed oczami. Wczoraj około 18.15.

Na trasie Myślenice -Kraków. Zobaczyłam cały kalejdoskop wydarzeń.

Żegnaj,  Żegnaj, piękny świecie…- pomyślałam.

 Śpieszyłam się. Siąpił deszcz. Jego intensywność zmieniała się z minuty na minutę.

Wycieraczki  samochodu zaskrzypiały swoimi sfatygowanymi piórami, przypominając mi o rychłej potrzebie zakupu nowych.

Śpieszyłam się na nagranie. Czekał lektor. W studio dawno już wystygła przyrządzona w pośpiechu  kolejna filiżanka kawy. Dawid na pewno już podkreślił wszelkie trudne słowa w tekstach blogerów. Zdążył  nauczyć się tekstu, bo uczy się szybko.  Zdążył też pewnie wypić swój kogel-mogel z żółtek i miodu. Jak znalazł na sierpniową chrypkę. A ja wyskoczyłam na pół godzinki, a nie było mnie od prawie 80 minut.

W kilku miejscach sławna  podkrakowska trasa Kraków-Zakopane, stanowi w deszczowy dzień niezłe wyzwanie nawet dla doświadczonych kierowców. Mokra nawierzchnia plus brawurowe ścinanie zakrętów powodują czasem utratę kontroli nad pojazdem. Dlatego Zakopianka  otrzymała niechlubny przydomek:” drogi śmierci”, którego zazdrośnie strzeże do dziś. Gospodarze polskich dróg expressowych inwestują jedynie w radary i wprowadzanie kolejnych bramek pobierania opłat. Ostatnio jednak niektóre  radary z Zakopianki …poznikały.

 

Ostatnio w okolicy miejscowości Krzyszkowice powstaje inwestycja z rozmachem- przedziwnych kształtów kładka dla pieszych. Można dyskutować o celowości wspomnianej drogiej  inwestycji  na tak dużą skalę w tym akurat miejscu, które nie cieszy się tak złą sławą ( i statystyka wypadków) jak zatoczka w okolicy zjazdu z Zakopianki do  miejscowości Bęczarka. Wspomniana zatoczka to miejsce intensywnie eksploatowane przez okolicznych mieszkańców, korzystających dość masowo z równolegle do Zakopianki położonej drogi lokalnej, przebiegającej na styku dwóch dużych wsi.

I tak, by przedostać się z punktu zamieszkania do lokalnego sklepu, część zmotoryzowanych wjeżdża w zatoczkę. Zatrzymuje się, cierpliwie czeka. Czasem nawet powyżej 5 minut. Bo ruch tu  jak  w Nowym Jorku. Kierowcy przepuszczają  ruch samochodów najpierw z lewej strony  Zakopianki, potem z prawej, a gdy na moment kolumna przejeżdżających w tym miejscu z prędkością ponad 90 km/ h  pojazdów  jest wystarczająco daleko, trzeba zdecydowanie i sprawnie  przejechać  przez dwa pasy jezdni,  na dużym zakręcie,  by dotrzeć do wspomnianej drogi lokalnej.

 

Niektórzy mieszkańcy mogliby kontynuować jazdę Zakopianką i nie używać lokalnej drogi, ale część osób jest zmuszona do wykonania tego niebezpiecznego manewru włączenia się do ruchu na bardzo, podkreślam, bardzo niebezpiecznym łuku. Wynika to z dużego rozciągnięcia się miejscowości, usytuowanych po obydwu  stronach niechlubnej Zakopianki.

Mieszkańcy “drugiej kategorii ” czyli zamieszkujący tę część, która nie stanowi  centrum miejscowości  (   bo centrum  wsi to miejsce, gdzie znajduje się szkoła, kościół, kilka sklepów, ośrodek  zdrowia oraz remiza strażacka, bo urząd pocztowy ostatnio zamknięto ) nie mają wyboru. Niektóre domy są po prostu beznadziejnie  ulokowane.

Zakopianka ma swój zimowy budżet utrzymania jako droga pierwszej kategorii odśnieżania. Ale jest to utrzymanie wygodne jedynie dla kierowców. Standard i bezpieczeństwo ruchu pieszych zeszło podczas projektowania tej trasy na daleki plan. A latem dochodzi tu do wielu bardzo dramatycznych kolizji i poważnych wypadków śmiertelnych.

Zimą rzadko  nawierzchnia Zakopianki  pozostaje nieposolona. Zimą solą tak, że konieczne jest cotygodniowe zmywanie resztek soli z karoserii pojazdów.

A jednak brak bezpiecznej alternatywy dla lokalnego ruchu i nadmiernie rozwijana prędkość przez śpieszących w kierunku serca Podhala i w kierunku Krakowa kierowców, czyni to miejsce szczególnie  pechowym i niebezpiecznym .W niektórych “czarnych punktach” szczególnie często dochodzi do poważnych kolizji. Jakże często jako mieszkańcy tych okolic, jesteśmy  budzeni w nocy przez natarczywy alarm, płynący z remizy strażackiej. Jednostki strażaków często interweniują na Zakopiance przy rozcinaniu pojazdów, w których tkwią zakleszczeni w wyniku wypadku  ludzie. Niemało jest wezwań do usuwania plam z rozlanych surowców typu paliwa płynne. Dachowanie cystern to również na Zakopiańskiej trasie żadna  nowina . Są one  w tym miejscu   częste.

Cóż z tego, że okoliczne wsie liczą sobie po około 1000 domostw i i gęsto ponad 4 tysiące mieszkańców? W niektórych regionach kraju tak duże wsie, zamieszkałe przez aktywnych i świadomych swoich praw  czynią starania o pozyskanie praw miejskich i właściwy do planowania  inwestycji komunalnych budżet.  I bardzo słusznie.  Nasza miejscowość, jak i ościenne, nie posiadają  jednak praw miejskich, a zatem  przyznany przez miasto budżet  nie pozwala marzyć o oświetleniu ulicznym a przykład.  Ani o budowie bezpiecznych , utwardzonych nawierzchni dla pieszych .  I choć w całym kraju powstają tysiące kilometrów chodników,  tras rowerowych , próżno by wyglądać widoków na zmobilizowanie włodarzy miasta i gminy Myślenice  na doinwestowanie lokalnych dróg na  wsi.  Lokalny ruch samochodowy przybiera ostatnio  silne natężenie.  Budżet takich dróg nie przewiduje nawet jednokrotnego, pozimowego umycia asfaltowych nawierzchni przez specjalistyczny sprzęt, tzw. ” uliczną szczotkę”. O estetyce lokalnych dróg podmyślenickich dużych wsi  lepiej więc taktownie zmilczę.

Cóż. Muszą nam wystarczyć “ładne widoki” ,  bo  zadbanie o bezpieczeństwo lokalnego ruchu pieszych i zmotoryzowanych to już wyzwanie  nie do ogarnięcia.

Jedyna atrakcja na wsi to pogapienie się na wypadek i skomentowanie: “No, tak, to miejsce  ma faktycznie niefart”. A okazji do gapienia się mamy coraz więcej. Nic tylko  postawić budkę i panią z biletami na drogowy show makabryczny  w środku posadzić.

Miasto i gmina Myślenice inwestuje w scieżki rowerowe ,  a nie w  nierentowne chodniki w miejscowościach wiejskich. Bo jaki z tego splendor dla pana burmistrza, że w okolicznych gminach żyłoby się bezpieczniej?

Moje niewesołe rozmyślania podczas przymusowego, ciągnącego się od kilku już minut postoju w zatoczce , przerwał nagle głośny huk. To jadące w kierunku Chyżnego czerwone Renault Clio wpadło na pechowym łuku w poślizg, odbiło się od barierki, odgradzającej dwa pasy ruchu,  wywinęło dwa potężne piruety i gdy z wielkim hukiem gnało w moim kierunku, pożegnałam się juz w myślach z tym światem. Samochód jednak zatrzymał się, po wykonaniu trzeciego, delikatniejszego  już pirueta, około 60 cm od maski mojego  auta.

Clio było w kiepskim stanie, jego pasażerowie, na szczęście, opuścili samochód o własnych siłach. Zszokowany kierowca zbierał  na feralnym łuku te części samochodu, które odpadły, uderzając o barierkę.

Młody, kierujący pechowym autem cżłowiek  znacząco przekroczył prędkość. Co do tego nie było wątpliwości. Deszcz i cysterna, która  nieco wcześniej zgubiła na Zakopiance część swojego ładunku, na pewno podkręciły efekt szybkości.

Dużo czasu zabrało mi dojście do siebie po tym wydarzeniu. Dziś rano ponownie zobaczyłam w tym miejscu inny, solidnie uszkodzony samochód.

I gdy tak pomyśleć, ile pieniędzy będzie kosztowało nasze piękne miasto Kraków  wycofanie się  z umowy o ubieganie się o status gospodarza zimowych  igrzysk olimpijskich, o której to decyzji przesądził wynik wiosennego referendum  w grodzie Kraka…

Jest mi zwyczajnie łyso: Byłoby za te zmarnowane pieniądze parę kładek dla pieszych. Jak  nic.  Albo paręset metrów chodnika dla pieszych, albo oświetlenie uliczne. Z czym do  świata? Czy zmierzyliśmy siły na zamiary? Jeśli włodarzom marzy się rola gospodarza prestiżowego wydarzenia sportowego, to najpierw, Szanowni  Włodarze, zacznijmy jednak Pracę Od Podstaw. By ludziom żyło się lepiej, potrzeba im  nie tyle igrzysk, ile poczucia bezpieczeństwa. Czyli między innymi, bezpiecznej możliwości  dotarcia do pracy i do domu. O aktywnym wypoczynku nie wspomnę. Bo o trasach rowerowych możemy pofantazjować na makiecie, co najwyżej.

Ile takich czarnych punktów drogowych mamy na mapie naszego pięknego kraju?

Ile jeszcze bezsensownych  śmierci  i  poważnych kolizji  w takich miejscach musi się wydarzyć, by decyzyjne osoby przejrzały na oczy? Pora zdjąć różowe okulary! Ludzie proszą  o  bezpieczne drogi. Dobrze oświetlone, oznakowane, zaopatrzone w bezpieczne kładki dla pieszych, które na pewno zracjonalizowałyby lokalny ruch samochodowy.  A na igrzyska przyjdzie  jeszcze czas…