Bo nie mam weny- czyli jakie przekonania blokują ochotę na pisanie bloga

Nie mam ochoty pisać bo inni piszą lepiej, mądrzej.

Są bardziej płodni, oryginalni. Wszędzie ich widać. Mają rewelacyjnie ustawione SEO. Żadne tricki techniczne nie są im obce. Nie mają obciachu by nagrac spontaniczne video nawet jeśli gadają w nim o kompletnie nieważnych bzdetach. Bo to się nazywa dzielenie się życiem i wtłaczaniem w życie użytkownika nowych wartości.

Nie mam ochoty pisać bloga bo

Doba jest za krótkah

Świat realny, ciekawe szkolenia i spotkania pochłaniają większość czasu.

Rozsądek podpowiada, że zarywanie nocy na pisanie bloga nie kończy się dobrze. Podkrążone oczy, kłopoty z koncentracją, senność w ciągu dnia. Nie. Koniec z 5 godzinami.Takie ślęczenie po nocach zaburza rytm odpoczynku. I chociaż serce podpowiada, że chcę się czymś fajnym z tobą podzielić, to kiedy mam wreszcie chwilę czasu, dopada mnie zwątpienie. Czy ktoś tu jeszcze w ogóle bywa? Czyta czy tylko pobieżnie scrolluje?

Jestem typem sowy. Na dobre rozkręcam się tak gdzieś około południa. Wcześniej walczę by przezyć do 12.00. A najlepsze tematy do pisania pojawiają się w głowie w najbardziej nieodpowiednim momencie.

No to kiedy mam pisać? Zatrzymać się na czerwonych światłach i skrobnąć akapit?W drodze na trening Pilatesu, podczas jazdy na nartach? A może na szkoleniu?

Podyktować tekst wirtualnemu asystentowi kiedy siedzę za kierownicą? Czy tak właśnie będzie wyglądało już wkrótce nasze blogowanie?

Nie w porę, w niewłaściwym czasie, w niewłaściwym miejscu .

Daj spokój. Kto dziś czyta blogi?

No, kto? Ty czytasz skoro tu jesteś. Ufff…

Mam dziś zero weny.

W sieci tyle osób pisze znakomite teksty. Kiedy porównujesz się z innymi, dużo latwiej o frustrację i popadanie w kompleksy.Czy blogi umierają i dlaczego autorzy mają cięższe chwile w pisaniu?
Czasem łatwiej zająć się tym co przyziemne niż poszybować na wyżyny weny twórczej…Fot.Jola Zdolska- Gurgul

Takie idiotyczne przekonanie podsuwa mi jakaś złośliwa, nieziemska istota. Wchodzę do kokpitu bloga i kasuję połowę już napisanego wczesniej tekstu. Nie jest wystarczająco dobry i nie spełnia moich kryteriów. Wieje pustką na kilometr. Prawda?

Dziś taki dzień, że choćbym stanęła na głowie nie napiszę nic zabawnego. Właśnie spadł kolejny samolot, setka ludzi z okładem została właśnie wpisana na listę ofiar postępu technologicznego….a szalejąca w okolicy wichura pozrywała i zniszczyła w okolicy dachy, bilboardy. W ogrodzie na Poziomkowym Wzgórzu ubyły dwie, calkiem solidne sosny. Uległy wiatrowi.

Podobno nawet najlepsi blogerzy raz na jakiś czas stają wobec myśli o tym, żeby sobie darować. Skoro piszących jest więcej niż czytających?… Skoro brak im poczucia sensu, może życzliwości czytelników, potwierdzanych od czasu do czasu jakimś komentarzem…Dlaczego każdego autora dopadają czasem takie stany, kiedy nic się nie chce, a każdy temat na post wydaje zbyt trywialny? Kiedy nie sposób wykrzesać z głowy żadnej zabawnej, wartościowej myśli oprócz tej, że marzę o kubku malinowej herbaty i luksusie wolnego popołudnia, kiedy będę mogła bezkarnie gapić się w przestrzeń, czytać do syta książkę za książką, przez wiele godzin słuchać dobrej muzyki?

Jeśli nie odpowiem sobie na pytanie DLACZEGO wciąż chcę pisać ten blog, Poziomkowe Wzgórze mogłoby już wiele razy zniknąć z wirtualnej przestrzeni. Ale mam ci do opowiedzenia zbyt wiele. Dlatego ciągle tu jestem i będę.

Nawet Jason Hunt napisał ostatnio, że podobno blogi umierają. Czy to chwyt marketingowy na przyciągający uwagę tytuł czy… znaczy to , że blogerzy mają coraz mniej ciekawych rzeczy do powiedzenia? Czyżby wypalili się, napisali już wszystko co mieli do ogłoszenia wirtualnemu światu? A może zwyczajnie zabrali się za poważniejsze projekty? Takie, które zamiast marzeń o popularności i idących za tym zleceniach, zaczną przynosić realne środki na utrzymanie w postaci przelewu na konto?

Bo czuję totalne wypalenie

Bloguję już ładnych kilka lat i z doświadczenia wiem, że pora roku bardzo wpływa na aktywność blogerów. Przełom zimy i przedwiośnia to czas kiedy czujemy się zdemotywowani. Kiepska pogoda. Wichury. Niskie ciśnienie. Zmęczenie wiosenne. To normalne, że jesteśmy wtedy mniej twórczy. Hej, To jeszcze nie koniec świata.Nie zamykaj bloga z powodu chwilowego zniechęcenia. Daj sobie czas. Pisz, kasuj, pisz, kasuj, pisz, kasuj. Ale pisz!

Co nas tak naprawdę blokuje?

Niż psychiczny związany z pogodą lub spowodowany sprawami zawodowymi, rodzinnymi.

Ambicje

Napiszę taki tekst, że z mety dostanie blogowego Pulitzera

( przy okazji zerknij do moich ostatnich blogowych inspiracji:

Moje wyznanie wiary

Zajrzyj na blog bardzo zabieganej mamy. Na pewno tam wrócisz. Autorka chciała zostać aktorką. Jaka jest jej najważniejsza życiowa rola?

Dziś. Jutro. Pojutrze. Jak skończę projekt w pracy. Po szkoleniu. Jak wreszcie dzieci wyzdrowieją i wrócą do placówek.Jak skończę segregowanie ciuchów do wywalenia w ramach wiosennej czystki w szafie. I tak leci dzień za dniem, tydzień za tygodniem…

Brak dowodów uznania

Przyznaj, że słabe wejścia potrafią na długo zepsuć ci humor. Jesteśmy bardzo fejmozależni.Chociaż ciężko się do tego przyznać.

A może poczucie niskiej wartości?

Bo skoro nie byłaś na Borneo czy twoja stopa nie dotknęła białego jak kość słoniowa piasku wybrzeży Dominikany…I jeśli jedynym Manhattanem, jaki w życiu widziałaś jest twój osiedlowy bazarek o tej samej nazwie, to może dojdziesz do wniosku, że pisaniem o codzienności nikomu nie zaimponujesz?

A jednak kocham moje zwyczajne, wiejskie życie na przedmieściach wielkiego miasta.Kocham każdą dziurę w lokalnej drodze. Akceptuję dni kiedy rozpiera mnie energia i kiedy nic, totalnie nic mi się nie chce, a głowa wydaje się pusta, pozbawiona myśli, emocji, sensu.

Cieszy mnie każdy wybudowany po sąsiedzku dom.I drobne dowody wkraczającej do naszej wsi cywilizacji w postaci…paczkomatów. I uśmiech, i dzień dobry sąsiada.I to, że słońce tak różowo wstaje, ptaki śpiewają swoim ukochanym tak, że trzeba się zatrzymać i posłuchać. I wtedy wszystko zaczyna biegnąć nowym torem. A w serce powoli wsącza się dawka optymizmu.

Spotkałam ostatnio w realnym życiu tyle fascynujących osób o różnych pasjach i osobowościach, że zaniedbałam blog. Zbieram teraz te wszystkie okruchy wiedzy, wrażeń, fragmenty rozmów i inspiracji. I wkrótce o nich napiszę. Jeszcze koniec zimy i muszę się troszkę rozkręcić. Poczekasz?

Dziękuję za cierpliwość 🙂

  • Magdalena

    No to czekamy Jolu cierpliwie i już cieszymy się na nowe opowieści. I przy okazji dziękuję serdecznie za uznanie. I na dodatek w parze z takom osobistościom. I jeszcze bym jakieś „I” napisała, ale nie mam weny 🙂

  • No i proszę. Zostałam zaskoczona zupełnie nowym komentarzem.Jak długo zaglądasz tu, Joasiu? Czuję się mile połaskotana piórkiem Twojej weny.Bo to bardzo miło przeczytać, że jestem czyjąś inspiracją 🙂 Postaram się stanąć na wysokości zadania. Przyślij link do swojego bloga ( zrozumiałam, że piszesz?).
    Ps tak naprawdę wena mnie opuściła po odwiedzinach na stronie Moniki Górskiej.No, można wpaść w kompleksy.Albo można potraktować jej teksty jako wyzwanie do pracy nad wlasnym warsztatem 🙂 Pozdrawiam!

    • Joanna Tomaszewska

      Nie,nie prowadzę bloga.
      Zaglądam od dawna,czasem myślę podobnymi zdaniami,więc się zainteresowałam
      Nie powinnaś się porównywać,szczerość to podstawa
      Pozdrawiam

  • Po pierwsze – u Ciebie pada śnieg! Weź bo wywołasz jeszcze i co…wiosny nie będzie? Każdy pisze czasem lepsze czasem gorsze teksty i…tyle. Blogosfera nie umiera – może tylko zmienia odbiorców – jedni wolą jedno zdjęcie na insta i jest OK, inni chcą się rozgadać na blogu i…to też jest OK. przestrzeń internetu pomieści wszystkich;)
    Ja również ostatnio czuję lekkie „wypalenie” ale… powoli wraca mi energia:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    • Agnieszko, na Poziomkowym Wzgórzu śnieg padał, dość obficie, jeszcze przedwczoraj. Dlatego do 20 marca będzie padało również i na blogu 🙂 Nie zmieniłam jeszcze opon, nie wystawiłam jeszcze skrzynek na balkon…i w takim razie ogłaszam,że wciąż jest zima.Śnieg wprawdzie stopniał, ale wieje chłodem. Marudny ten marzec pod względem pogody.Przynajniej u mnie.Pozdrawiam serdecznie!

    • Myślę, że śnieg się powoli wypadał i chyba już mu się znudził pobyt na moim blogu. Wyłączę, Ok, niech już nas nie wkurza:) A tak na serio, szkoda, że śnieg można wyłączyć tylko ten wirtualny.I że nie można włączyć p rawdziwej wiosny, jaką już widzę na zdjeciach przyjaciół, np z UK. No, ale nie ma co narzekać.Trzeba zrobić sobie wiosnę w myślach i w sercu.Mam nadzieję, że wkrótce nadejdzie ta prawdziwa:)