Dlaczego w Nowym Roku znowu nie będę idealną mamą?

Kiedy oglądam na #Instagramie zdjęcia z porodówki pewnej mamy, autorki bloga #Zudit_pl, a fotki są całkiem jeszcze świeże, zalewa mnie fala wzruszenia i czułości. Choć sama jestem mamą w okresie „przedbabciowym”, mówię ci, uczucia takich chwil pozostają żywe na całe życie. Nawet potrafię sobie wyobrazić jakie myśli wirowały w głowie Żudit: „Nareszcie, Nie Do Wiary, Ta Mała Istotka jest tu dlatego, że tak chciałam….Oby tylko tego nie spieprzyć… Obym tylko byla dla niej jak najlepszą mamą, mamą z jej snów i marzeń. I żeby tylko wychować ją tak aby nasze rodzicielskie błędy nie zniszczyły potencjału tej cudownej istotki…”

Na tych zdjęciach jest ból, skurcze, droga na porodówkę, okołoporodowe komplikacje, okruchy lęku i niedowierzenia, nadzieja, cicha radość, rozrywająca bluzkę na piersi , a w końcu duma, i być może, plama z siary. Bo jak wiadomo, kobieta po porodzie to chodzący ( lub leżący, po siedzieć wtedy jest dość trudno) wulkan emocji i bomba skrajnych nastrojów.A tajemnicą nie jest, że pod wpływem wzruszeń ostro leje się położnicy z piersi. Patrzę na świeżo upieczoną mamę i rozlewa mi się w sercu jakieś takie miłe ciepełko.Kiedy zostajesz mamą, zaczyna się w twoim życiu budujący i druzgocący etap . W jezyku angielskim nazywa się to stage of life.

Macierzyństwo. Brama przewartościowania.Czas, kiedy zrzucasz egoistyczną skorupę i to nie ty, nie twoje ambicje, nie twoje samopoczucie , sylwetka, twój make-up, awans, kolejny kurs czy ostatnia wyprzedaż w Zarze będą odtąd najważniejsze.Nie mówię , oczywiście, o patologii, bo matek-narcyzów nie brak….Dla większości z nas liczy się ostatecznie tylko 56-60 cm zawartości zawiniątka, z którego wystaje, o rany, twój nosek i twoje usta, i, no tak! Oczy twojego faceta. Cudna mieszanka waszych genów. Miejmy nadzieję, że upragniona i wyczekiwana. I to jest stan ponownego zakochania.I burza 

endorfin.

Ale nie chcę przez to powiedzieć, że mamy dzieci 

nieplanowanych nie mogą pozytywnie oszaleć na ich punkcie.

Potem będzie okres oswajania i wchodzenia w nowe role.I miliard zdjęć zrobionych, na pamiątkę, każdego wspólnego dnia. Śmiesznych, wzruszających.Rzewnych.Nowe poranki, południa, wieczory, noce, niektóre sytuacje zupełnie niefotogeniczne i nie nadające się do publikacji. Nieuchronnie nadejdzie czas kiedy zachwyt przyćmi zmęczenie, a rutyna zaboli i powiesz o jedno zdanie za dużo. Zdarzą się dni ząbkowania, grypy żołądkowej, cichych dni, kiedy wychodzisz z siebie i stajesz obok. I sytuacje, kiedy zrozumiesz znaczenie przysłowia: „Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Zdarzy się, że drugie albo trzecie pokrzyżuje plany powrotu  do pracy i rutyna domowa okaże się mocno, mocno dołująca. Zaboli. Poczujesz, że to niesprawiedliwe .Bo przecież masz prawo rozwijać horyzonty….bo mąż nie musi przerywać kariery. Tak czesto boli nas to co kosztuje trochę poświęcenia. Patrząc wstecz widzę, że lata, kiedy kształtujemy charakter dziecka i dmuchamy mocno w jego skrzydła, to zajęcie może i monotonne, ale na pewno nie mniej ambitne niż niejedna praca zawodowa.

 Oczekują od nas  dwóch równoległych sukcesów. I czasem czujemy, że to ponad nasze siły.Zwłaszcza jeśli jesteśmy emocjonalne z natury.

Niektóre z twoich znajomych podejmą decyzje o samotnym macierzyństwie. Dla innych to praca i kariera będą stanowiły punkty odniesienia w dyskusji o spełnionym życiu.Mam szacunek dla wszystkich mam. Także do tych, które do swojej roli dojrzeją po kilku latach. Lepiej późno niż wcale.

Niektóre z nas usłyszą na pewnym etapie surową krytykę, że marne z nas matki i przełkną w samotności gorzką pigułkę dobrych rad: „A ja to na twoim miejscu”…

Będą i takie, dla których wczesne macierzyństwo okaże się najbardziej stresującym czasem w życiu. Takie Zosie-Samosie…

Zosie-Samosie to najbardziej skomplikowany typ matek. Wszystko wiedzą lepiej od wujka Googla. I trudno im przyznać, że przesadzają w ambicji bycia Matką Roku.

Kiedy urodził się Wojtek, pięć dni później nadeszła wiadomość o śmierci mojej babci, mamy mamusi.W szpitalu, w którym odchodziła babcia Anna, był również w tym samym czasie, w charakterze pacjenta, jej najstarszy syn. Miał wieści i przyszedł podzielić się nowiną, że właśnie powiększył się peleton (tak, tak!) prawnuków. Na co babcia miała powiedzieć: „Nareszcie”. Zdaje się, że byłam jedyną wnuczką która zdecydowała się na tak „późne”macierzyństwo ( w wieku 27 lat).

Wiesz co, to nie było mądre, ale uważałam wtedy za osobistą krzywdę, że babcia nie przytuliła mojego Wojtka. A wszystkie przeżycia zwielokrotniły hormony…. Jej wcześniejsze wnuki miały szczęście poznać naszą uśmiechniętą, pogodną z natury seniorkę, nie tylko ze zdjęcia bo osobiście asystowała przy opiece nad nimi… I wylałam z tego powodu po prostu Morze Bałtyckie łez. Dziś powiedziałabym sama do siebie: Ciesz się, wariatko, że twoja własna mama poznała i utuliła swojego wnuka. Nie każde dziecko ma w końcu takie szczęście. Z drugiej strony, 15 lat później, na pogrzebie własnej mamy, miałam poczucie przedwczesnej straty bo mama nie doczekała choćby matury wnuka.Los dał im tylko wspólne w zasadzie niepełne 14 lat….

( 19 miesięcy spędziliśmy na emigracji za oceanem).

Z perspektywy czasu zastanawiam się kiedy macierzyństwo sprawia najwięcej frajdy? Czy to czas oczekiwania na narodziny? A może pierwszy buziaczek, który złożysz na mikroskopijnej stópce? Może czas powrotu ze szpitala, liczenie paluszków u rączek i nóżek i zadawane ze śmiechem pytania: Czyj on/ona ma nosek?Tatusia czy mamusi? Po kim takie ciekawskie spojrzenie? A apetyt? Odziedziczony po mamie czy tacie?

Wiele mam twierdzi, że najwspanialszy jest czas kiedy wszystko się już ułoży. Kiedy dziecko ma komplet mleczaków, pierwsze choroby zakaźne zostaną przechorowane, a nasza progenitura oświadczy publicznie… tak nas kocha, że się z nami ożeni. Minus: czujesz się fizycznie znużona, a wyjście na 3 godziny do kina wydaje się być wyprawą na Mount Everest, wymaga paru dni przygotowań i ustaleń. Powiem ci, jaki to, z perspektywy czasu, plus: jesteś najukochańszą kobietą świata, z którą twój syn lub córka wcale nie chcą się dzielić…. To się wkrótce drastycznie zmieni…

Podobno to na tym etapie życia kobiety twierdzą, że: Mają najgłupszego męża na świecie, najbardziej inteligentne dziecko oraz…że z tego co mają w szafie…kompletnie nic nie nadaje się do włożenia. Kiedy patrzę na nasze zdjęcia z tego okresu, widzę jak bardzo rozwinął się poziom życia młodych małżeństw, które obecnie, jeśli tylko poiadają sensowny dyplom, startują od czegoś lepszego niż zdewastowane mieszkanie kupione za okazyjną cenę na przetargu i „Maluch” czyli nieco przechodzony Fiat 126 p. Kiedy kupowaliśmy mieszkanie, żaden bank nie oferował kredytów mieszkaniowych z powodu galopującej inflacji. Nasza podróż poślubna odbyła się…rok po ślubie. Mieszkaliśmy kilka dni na kempingu pod Wiedniem. Karimaty, namiot i radość ze zjedzonego na spółkę pierwszgo hamburgera w MC Donald. Takie mam wspomnienia. Reszta urlopu upłynęła na naprawie „malucha” po powrocie z podróży. Dzisiaj dziewczyny są przez partnerów zaskakiwane podróżami w nieznane. Fajnie. Ale przecież nad Bałtykiem czy w Bieszczadach też możecie przeżyć podróż życia. Liczą się dobre wspomnienia….

Kiedy szczęśliwie przetrwasz kryzys 7 roku małżeństwa, a wasze drugie lub trzecie dziecko zdetronizuje wypieszczonego jedynaka, następuje kolejny etap . Rodzinna Stabilizacja. Po ogarnięciu normalnego uczucia zazdrości i zapewnieniu starszaka, że wszystko jest pod kontrolą i nadal jest dla ciebie strasznie ważny/ważna ( uwaga! czasem mąż bywa bardziej zazdrosny od pierworodnej/pierworodnego) możesz budować swoją pozycję rodzicielską. Albo…trafi ci się opcja nr 2: Rodzina 2+1….

U nas jedynak pozostał jedynakiem. Nikt go nie zdetronizował…I tak pozstało do dziś….Nie pytaj dlaczego. Zaakceptowaliśmy ten wyrok choć proces trwał kilka lat. Każda głupia insynuacja ze strony rodziny czy znajomych sprawiała, że miałam ochotę kopać, pluć, wybijać zęby i warczałam niepogodzona: A udławcież się swoim szczęściem

W każdym kątku po dzieciątku”

A tak uczciwie pisząc,przemawiało przeze mnie rozczarowanie i zazdrość .Trochę ciężko uciec od tematu : „Kiedy drugie”? W pewnym wieku to pytanie równie popularne jak: „jakie studia wybrałaś” albo ” Gdzie złożyłaś CV o pracę”? Dlatego wylogowałam się z rozczulających imprez typu chrzciny, na które co rusz byliśmy z mężem zapraszani. Ironia i kpina nie są dobrymi doradcami kiedy twoje marzenia nie spełniają się.Dlatego na tamtym etapie życia dbałam aby mieć w otoczeniu bezdzietne koleżanki.Lub takie, których dzieci były pełnoletnie.

W okresie kiedy twoje dziecko jest w gimnazjum, życzę ci dużo dystansu do siebie. Nastoletni chłopcy powinni zdecydowanie przechodzić pod jurysdykcję ojców. Jeśli tak się nie dzieje, zgrzyta.Słyszysz częste trzaskanie drzwiami. Zdarza się usłyszeć: „To niemożliwe, że ty jesteś moją matką”. Nie bierz tego do siebie.To wszystko kwestia: niespełnionej miłości. Albo niedostosowania do równieśników, wyznających trochę inne wartości. Pamiętaj też, że rówieśnicy 13- 15 latka mają zawsze, bezwględnie zawsze, rację.Spróbuj nie przesuwać wytyczonych granic. Życzę powodzenia bo wielu rodziców ma wtedy duży problem z konsekwencją.Tak jakby chcieli dziecku zagwarantować rzecz niemożliwą: że nie przydarzy mu się nigdy żadna przykrość ze strony otoczenia. A tu w ciepłym kokonie rodzinnym tworzą się pęknięcia, protesty i nasz nastolatek sam pcha przysłowiowy palec pod drzwi. Czasem musi go przytrzasnąć, czasem musi zaboleć.Nie ochronisz dziecka przed całym złem i niesprawiedliwością tego świata. Co ważne: a nawet najważniejsze: to wspólny front rodziców. Dlatego jeśli na czas dorastania i mocowania się z obrazem własnego „ja” nałoży się wojenka podjazdowa rodziców w trakcie rozwodu, boleśnie oberwą obie strony.

Okres gimnazjum przetrwaliśmy bez większych obrażeń dzięki temu, że syn rozpoczął przygodę ze Skautami Europy. Tam znalazł przyjaciół, powierników pierwszych tajemnic, a fakt, że opiekowali się nimi studenci z zasadami, bardzo imponował nastolatkom.Czuli się ważni.Czuli, że ta przyjaźń jest zbudowana na wspólnych wartościach i chęci wzrostu. Pierwszy obóz, budowanie pryczy do spania na drzewach.Wspólne gotowanie, codzienne obowiązki w prymitywnych, leśnych warunkach, bez Internetu i telefonu. Wyprawa na orientację i pierwszy nocleg w lesie poza obozowiskiem.

Pamiętam jak po powrocie opowiadał nam o jednym z najtrudniejszych zadań, jakie otrzymali od drużynowego: znaleźć nocleg poza obozowiskiem u obcych ludzi. Zaoferować im w zamian pomoc przy obowiązkach domowych. Skauci napotkali na duży opór rodziców, którym trudno było uwierzyć w, rzekomo zmyśloną, historyjkę: „Jesteśmy Skautami, których obóz znajduje się kilkanaście kilometrów od oaństwa domów. Aby zdobyć kolejną sprawność, musimy zarobić u kogoś na nocleg pracą.” Podobno po całym dniu poszukiwania domu, w którym ktoś im zechce zaufać, zastał ich zmierzch.Wreszcie stanęli pod jakimś ogrodzeniem i postanowili wziąć gospodarzy ” Na Rumuna” czyli na litość. Nie było lekko. Ale udało się i to przyniosło nieopisany ogrom satysfakcji.

Mając w domu nastolatka musisz zderzać się z jego zwariowanymi pomysłami, protestami gdy coś idzie nie po jego myśli. Niełatwo czasem odróżnić, kiedy twój chleb powszedni, czyli jego,jej pretensje są uzasadnione, a kiedy służą manipulowaniu aby „postawić za wszelką cenę na swoim”…. Od ciągłego powtarzania, co ustaliliście, boli cię głowa. A twoje dorastające dziecko wykazuje naprzemienne objawy niezadowowlenia, amnezji , wygodnictwa i braku empatii.

Co liczy się wtedy? Zaparcie się samego siebie, spokój i konsekwencja. I, powtórzę: konsekwentne pokazywanie dziecku, że strzelacie z mężem „do tej samej bramki„. To czas kiedy naprawdę warto ustalać wspólny front bez udziału dziecka.Jeśli dziecko zauważy, że może wami manipulować aby was wzajemnie skłócić dla swojej korzyści, no to d…. blada.Nie zazdroszczę. Powalcz o to abyś to Ty była dla niego numerem 1. jeśli on czuje się bardziej ojcem niż mężem ( tzw.tata nadopiekuńczy).Tak jest lepiej. To co wywołuje w dziecku najwięcej zamętu to niepewność, czy pomiędzy rodzicami panuje jedność uczuć, planów, przekonań….

Każde dziecko ma w życiu czas kiedy próbuje przesuwać postawione przez rodziców granice . Dobry strażnik rodzinnego państwa wie o tym dobrze. Nie warto iść na każdą ugodę z dzieckiem kosztem waszych zasad: Zmieniać zdanie dla świętego spokoju.” Bo rodzice Maćka pozwalają mu zostawać na imprezkach dłużej, dają mu auto kiedy go potrzebuje no iw ogóle ma większą tygodniówkę niż ja”.Pamiętaj.Tutaj działa stara zasada:

” U sąsiada zawsze są dorodniejsze jabłka” ( czytaj: inni mają lepiej niż ja).

Miałam taki czas, kiedy uważałam się za świetną matkę.Nie ominęła mnie pokusa porównywania się i frustracji, że któraś z moich koleżanek, kuzynek jest lepiej zorganizowaną, bardziej czułą, bardziej wymagajacą i czy tez bardziej kochającą mamą. A teraz doszłam do etapu, że cieszę się, że dałam jakoś radę. Mimo, że reprezentowałam typ Najgorszej Matki Świata: Zosi -Samosi, takiej, która niechętnie dzieliła się opieką nad dzieckiem z domownikami, bo uważała, że sama wie wszystko lepiej.

Rodzicielskie pułapki

Nie zapędź się w pułapkę sterczenia w kuchni od rana do nocy w każdy weekend. Nie rezygnuj z drobnych przyjemności, jakimi są wyprawa na kawę do ulubionej kawiarni, zadbaj o włosy, paznokcie, przeczytaj czasem ciekawą książkę i pozwól aby domownicy zadbali właśnie o ciebie, nie tylko z okazji Dnia Matki. Zaproście czasem dzieci na rodzinną burzę mózgów. Posłuchajcie wzajemnych argumentów,

Czy na pewno wiesz o czym naprawdę marzą twoje dzieci?

Ktoś kiedyś stworzył przepis na , podobno, gwarantowany sukces rodzicielski: 1. przez pierwsze 4 lata życia dziecka bądź jego oddanym sługą.2. Przez kolejne lata, aż do ukończenia nauki, wymagaj od niego tak jak szef wymaga od pracownika. 3. W dorosłym życiu dziecka bądź jego przyjacielem, ale niech to będzie przyjaźń, w której wszyscy na równi się szanują, i w której panują zdrowe proporcje pomiędzy dawaniem, a braniem.

Stałe napięcie, rozczeniowść, przemęczenie, narzekanie i brak poczucia humoru to najgorsi wrogowie każdej mamy. Warto zadbać w rodzinie także i o siebie, zgodnie z zasadą bezpieczeństwa w samolocie: W sytuacji zagrożenia, gdy w zasięgu twoich rąk znajdą się maski tlenowe, najpierw zakładasz ją sobie, a dopiero potem dziecku. Kiedy źle ustalimy proporcje i zainwestujemy dosłownie każdy wolny moment naszego życia tylko w dziecko, nie ma takiego związku, który zniósłby powyższą strategię bez szwanku… Tak…. małżeństwa rozpadają się także z powodu tego, że małżonkowie źle ustawią proporcje ról: mąż-żona-rodzic-pracownik….

Kluczami do ich serca dzieci zawsze były, są i będą według mnie: Pomoc w zbudowaniu ich poczucia własnej wartości, docenianie, pochwały, zdolność do patrzenia z różnych perspektyw , ale i umiejętność wybaczania. Czego boimy się najbardziej na stare lata? Oczywiście, jak chyba każdy.Poczucia odrzucenia i osamotnienia. No ale tu już każdy wypije dokładnie to piwo, które sobie uwarzył…. Mogę także dodać, pasujące tu, jak ulał, przysłowie: „Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”

Wojtek

Zakończę fragmentem opowiadania z książki ” 365 krótkich opowiadań dla ducha” Bruno Ferrera, którą właśnie czytam: „Lekcja przy kawie”

„Grupa profesorów, z których każdy odniósł sukces w swojej dziedzinie, spotkała się, aby odwiedzić swego starego nauczyciela.Rozmowa szybko zeszła na temat stresu związanego z działalnością zawodową i z życiem w ogóle.Nauczyciel zaproponował gościom kawę.Wyszedł do kuchni i powrócił z dużym dzbankiem napoju oraz zestawem bardzo różnych filiżanek.Jedne były z porcelany, inne plastikowe, a jeszcze inne kryształowe, jedne proste, inne ozdobne, niektóre o zwyczajnym kształcie, inne wytwornie stylizowane.Gospodarz poprosił, aby każdy wybrał sobie filiżankę i nalał do niej świeżo zaparzonej kawy.Kiedy wszyscy to uczynili, chrząknął, a nastęnie z wielkim spokojem i cierpliwością zaczął mówić: – Czy zauważyliście, że ładniejsze filiżanki skończyły się szybciej niż te zwyczajne i proste? To naturalne, bo każdy chce wybrać dla siebie coś najlepszego. I to jest powód wielu waszych problemów. Filiżanki nie zmieniają jakości kawy. Filiżanka jest jedynie opakowaniem, czyli ubraniem dla tego, co pijemy.Tym, czym byliście zainteresowani, była kawa, nie filiżanka, ale każdy instynktownie szukał tej najładniejszej.Niech każdy spróbuje spojrzeć na filiżanki innych.teraz rozważcie temat: Życie jest kawą.Wysiłek, pieniądze, pozycja społeczna to filżanki, które nadają życiu kształt i stabilność, ale rodzaj posiadanej filiżanki tak naprawdę nie określa ani nie zmienia naszego życia.Dlatego jeśli skoncentrujemy się tylko na filiżance, nie zasmakujemy kawy” ( ….) Bruno Ferrero: 365 krótkich opowiadań dla ducha, str.504, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa, 2017.