I bądź tu Grekiem…

Na jednym z  konkurencyjnych   portali,  bo zawsze to dobrze zerknąć, co porabiają inni, w sekcji „Blogi” wyczytałam fajne  zdanie. Zaczynało  się od truizmu ale konkluzja była świetna : ” Sami jesteśmy kowalami własnego szczęścia”.  To znamy.

I dalej:  że” nie powinniśmy zwalać naszych ewentualnych niepowodzeń na   brzydką pogodę, depresję, niedoczynność tarczycy czy nadczynność mózgu. Ani na trudnego partnera, ani na wredne dzieci. Ani na wymagającego pracodawcę… Ani na zrządzenie losu”…

Blogerka radziła jeszcze, by znaleźć czas na „pogadanie z samą sobą”. Fakt. Samotność w rozsądnej dawce daje przestrzeń na zastanowienie się: Gdzie jestem? Czego chcę? Co mnie tak naprawdę kręci? Co zniosę, a czego nieprzeskoczę?

Dobrze, jeśli  w tej samotności nie rozczulimy się nadmiernie. W porządku jest, gdy wyzłościmy się czasem bez świadków i  upomnimy samych siebie. No, pogadamy ze sobą. I najlepiej, by był to dialog, a nie monolog. Zatrzymanie się i stanięcie po dwóch stronach sytuacji: pozytywów i negatywów. Poczujemy wtedy prawdopodobnie własne emocje. Zamiast testować emocje na innych, po których czasem nie spłyną „jak kaczka po wodzie”, dobrze czasem zapytać siebie: ” Czy idę w dobrym kierunku?” ” Czy ten kierunek mnie rozwija, wzbogaca, uczy czegoś nowego? Daje satysfakcję”? Macie czasem takie ciągotki?

Można by prychnąć, ależ szanowna Blogerka Eurekę odkryła.

A jednak… A jednak postanowiłam  wczoraj przetestować jej Wyczytane w sieci rady. Niby każdy wie, że czasem warto zrobi pewne podsumowania. Zapisać  i powiesić na wysokości wzroku jakąś fajną ,budującą sentencję…Poudawać Greka.

A definicja „udawania Greka ” zmieniła się w ostatnim czasie.

Od początku kryzysu ekonomicznego w tym biednym kraju …bogatych obywateli… Tymczasem jestem pewna, że gdyby choć 30 % procent Greków zgłosiłoby w stosownych urzędach fakt… zakończenia budowy swego domu ( w którym zamieszkują od 15 lat i który ciągle jest „w budowie”, by uniknąć wyższego podatku), to sytuacja kraju okazałaby się jednak nie tak tragiczna.

No i, jakby nie patrzeć, my nie mamy przecież ciepłego morza, długiego okresu wegetacyjnego dla pomidorów, bakłażanów, cukinii i innych warzyw. Jak na lekarstwo w Polsce rejonów, gdzie można eksperymentalnie urpawiać winorośl i produkować z niej wino… Gdzie więc leży słodki fenomen biednej Grecji, której obywatelom  całkiem nieźle się powodzi?…

Otóż oni nie chca utrzymywać infrastruktury i armii urzedników.Wolą się zrelaksować pod drzewem oliwnym , a smutne myśli  zapić  lokalnym wyrobem z winogron, butelkowanym, dodajmy dla ścisłości:))

Pamiętacie szum w mediach o wielkim kryzysie i zawaleniu się greckiej gospodarki? Gdy w Brukseli ważyły się losy przegłosowania uchwały o kolejnej transzy unijnego  wsparcia finansowego dla Grecji, po sieci zaczął grasować dowcip: „Wspomóż podupadającą grecką gospodarkę! Zatrudnij Greka do tego, z czego on sam słynie, a na co ty, zapracowany Polak nie masz czas”.: Zatrudnij go aby za ciebie:

*Poleżał w łóżku do 10 rano,

* ogolił się ,pośpiewując nieśpiesznie,

* wybrał się na bardzo długi spacer z twoim  psem,

* nieśpiesznie zjadł bardzo zdrowe, śródziemnomorskie śniadanko: sąłtke z serem feta i oliwkami oraz suszonymi pomidorami i popił słuszna porcją lokalnego winka,

*pogawędził z twoimi sąsiadami, których zaniedbałeś z powodu przepracowania,

* zdrzemął się zaraz po lanczu, to dobre dla zdrowia,

* wieczorem wyszedł z twoimi przyjaciółmi do pubu i spędził tam fajny wieczór,

* do późnej nocy grałby stare covery na  pokrytej kurzem gitarze, w końcu jutro może spać w twoim imieniu do 10.00,

* kolejnego dnia wstał uśmiechnięty jak skowronek i wszystkich zarażał swoim optymizmem…

Zatrudnijmy Greków do tego, na co brak nam czasu i zapłaćmy solidnie za dobrze wykonaną robotę- może uratujemy grecką gospodarkę i nie trzeba jej będzie zasilać kolejnymi transzami pomocy  finansowej. A przy okazji: ile zyskają wasi domownicy, widząc uśmiechniętego Greka przy goleniu! Ich  śmiech jest bardzo zaraźliwy.. Może obudziłby w narodzie ciut optymizmu? No bo tak na serio, to rzadko nam tu, nad Wisłą, do śmiechu. Z przyczyn obiektywnych, historycznych i gospodarczych. Jesteśmy spragnieni sukcesu, powodów do uśmiechu i zadowolenia. Kto inny niz zadowolony z życia Grek może nas nauczyć optymizmu ?

 

Wczoraj spróbowałam i  plan udawania, że jestem Grekiem , wykonałam w 90 procentach. Najgorzej, przyznam, wyszło mi z piciem. Może  trunek nie podszedł, a może to zwyczajnie nie był dobry dzień  na procenty… Zrobiłam ( prawie) to wszystko, na co zwykle brak mi czasu. Bardzo się też pilnowałam, by nie zapomnieć o uśmiechu.Pobyłam także sama ze sobą.

Polecam taki dzień przynajmniej raz w roku.

  • Dobre z tym Grekiem. Chciałabym taką fuchę! Tylko golić się nie będę! Za żadne pieniądze, przynajmniej nie na twarzy. A co do gadania z samym sobą, to baardzo przydatna umiejętność. Pozdrawiam serdecznie. Mira

    • „Nic nie robić, nie mieć zmartwień, chłodne winko w cieniu pić”-śpiewał kiedyś Ryszrad Rynkowski. A z goleniem twarzy… no, tak, taki Grek przeciez może zapuścić brodę….
      A kobiecie… cóż, jednak „zapuścić się” nie wypada:)) Dziękuję za odwiedziny, Miro!

  • Ja raz w miesiącu odcinam się o rzeczywistości (może nie dokładnie, ale mniej więcej). Dzięki temu nie pozabijałam jeszcze wszystkich dookoła 😉

    Pozdrawiam i zapraszam.

  • Chętnie się wynajmę do udawania Greka za 80% stawki.Zgłoszenia mailem. Wystawiam faktury VAT

  • Zabrzmiało jak pani Pawlikowska. Właśnie kończę jej książkę, którą dostałam od przyjaciółki.
    Czasami zazdroszczę takim osobom beztroski. Na pewno nie nabawią się wrzodów żołądka.
    Chociaż czasami, raz na jakiś czas potrzeba nam odsapnąć i złapać dystans.
    Pozdrawiam

    • No właśnie. Pani Pawlikowska promuje tę zasadę rozejrzawszy się nieco po świecie… :))

  • Miałam napisać więcej, ale ostatnie zdanie zmieniło wszystko 😉
    Chyba muszę porozmawiać sama ze sobą 😉

    • Dobrze jest wiedzieć, czego nam najbardziej potrzeba w danej chwili. Chwili samotności, zimnego kompresu na cżoło, a może szklanki wody… Zwłaszcza jak, kogoś świerzbi język , zanim „chlapnie” komuś prosto w twarz.Coś, co potem trudno wymazać z pamięci. No i jeszcze ważna jest pewność, ze zmierzamy mniej-więcej w kierunku, o który nam chodzi:))

      • Dokładnie, gorzej jak ktoś jest niezdecydowany i sam nie wie, czego chce ;]