Jak zarobić dwie stówy na otwarciu nowej galerii? Czyli:znalezione nie kradzione!

 

mms_20151028

 

( Fot, Marzena Niestieruk, Lunka plenerowo)

Mam 21 lat i sączę drinka przy barze w klubie studenckim Gwarek w Krakowie. Wtedy jeszcze bez obaw o własne życie i cześć można było zostawić drinka i pójść w tango na parkiet. Trwa imprezka , andrzejki. Lata 90. Odlewanie kształtu z płynnego wosku, koniecznie przez dziurkę od solidnego klucza  Wychodzi  mi sliczna, symetryczna mapa USA. A potem wróżenie z butów. Znacie to?

Biała, niewinna bluzeczka a la góralka, i zamaszysta, brązowa spódnica do łydki. Mocno marszczona. Wtedy, 10 kilogramów temu każdy fason mi leżał. Ulubione czółenka z zamszu. Na łepetynie trwała, na rzęsach tusz, usta pociągnięte błyszczykiem. Wokół amatorzy podrywu na błyskotliwe monologi i entuzjastki czipsów paprykowych, coli i orzeszków ziemnych.

Dziewczyny ustawiają obuwie wzdłuż ściany, i jak każe tradycja, podniecone chichoczą bo ten damski bucik, który pierwszy zbliży się do wyjścia oznacza zamążpójście jego właścicielki w nadchodzącym roku .

Mój but był drugi z kolei najbliżej wyjścia i wyszłam za mąż po 18 miesiącach . A mapa Stanów? Wyjechaliśmy do Chicago dokładnie 10 lat później, również w listopadzie. Nie, nie wierzę we wróżby. Ale tak to się jakoś poskładało dziwnie.

Facet, który śnił mi się wtedy po nocach (student geologii) nie był typem imprezowym. Najczęściej siedział samotnie w akademickiej ciemni, wywołując zdjęcia z ostatniej wyprawy, podczas której cierpliwie fotografował wykopaliska.

Raz czy dwa odbyliśmy nawet w tej ciemni cos na kształt randki. W ciemno:) oczywiście bo wywoływanie zdjęć wymagało specjalnych warunków. Taka randka miała znamiona przygody i zaskoczenia dla kogoś, kto tak jak ja, nigdy wcześniej nie widział procesu wywoływania i utrwalania zdjęć. A ile było frajdy ,bo w aparatach analogowych nie dało się podejrzeć jak zdjęcie wyszło i czy jest wystarczająco ostre.

Pamiętam zapach chemikaliów i fotki o barwie sepii , przypięte na sznurku pod sufitem ,klamerkami do bielizny, dyndały śmiesznie. Mój geolog nad taniec przedkładał zdjęcia,  a nad towarzystwo, samotność. I jakoś rozeszliśmy się bez żalu.

W. zjawił się w klubie studenckim nie wiadomo skąd. Obronił się pół roku wcześniej ale widać postanowił poznać kogoś młodszego od siebie. Najpierw przykładnie zaliczył śluby przyjaciół, a gdy oni opuścili Kraków by poznawać świat tudzież inne miasta w kraju i zaczęli oddawać się życiu małżeńskiemu i prokreacji, W. pomyślał, że właściwie raz kozie śmierć.

Podobno chwilę wcześniej obserwował nasze zwariowane towarzystwo i zbierał sie na odwagę by podejść. Zaprosił do tańca. I zaiskrzyło? Nie od razu. Ale tańczył znakomicie i zaskoczył erudycją, wiedzą historyczną i ścisłą, opowieścią o niedawnej wizycie w Berlinie, gdzie był świadkiem upadku muru berlińskiego . Z wyprawy przywiózł na pamiątkę fragment tego muru.

W ramach ocieplenia relacji zaoferował , że przepyta mnie ze słówek angielskich przed kolokwium i wytłumaczy zastosowanie czasu Past Perfect.

Zabawne: bo według jego relacji po latach, On kiedy zapytał mnie wtedy o mój wiek, podobno jęknął w duchu: Gówniara! A ja jednocześnie pomyślałam wtedy :  –  Suchar mi się  trafił!

To wszystko wydarzyło się przed 25 laty. W sobotę podczas andrzejek świętowaliśmy pierwsze wspólne ćwierćwiecze:) Świętowaliśmy ostro. Magda rozwaliła nawet łękotkę,

Beata wyszła z imprezy wcześniej, bo nazajutrz rano śpieszyła się do swoich …szczurów w laboratorium Collegium Medicum… A my ,nieśpiesznie dokończywszy dość podły w smaku żurek z jajkiem, wyszliśmy z nutką żalu na mokrą od śniegu z deszczem ulicę Karmelicką, podśpiewując pod nosem ” I’m singing in the rain”….

Znakomita forma taneczna męża spowodowała, że po powrocie do domu zasnęłam snem sprawiedliwego. Powiecie, że grzech przespać taką noc? Że powinniśmy jakoś specjalnie uczcić jubileusz i spędzić ją raczej …bezsennie? Muszę więc przyznać: Spałam tej nocy bardzo krótko….

Obudził mnie pulsujący ból w prawym przedramieniu. Wiedziałam, że kolejnego dnia nie obejdzie się bez wizyty u fizjoterapeuty, pana Konrada.  Żeby było śmieszniej, mąż odwiedził pana Konrada nie dalej niż 3 tygodnie temu z analogicznym problemem, tyle, że…chodziło o …lewe przedramię.

Ostatnio mieliśmy kilka tego typu zabawnych sytuacji: Mężowi spaliła się lewa żarówka od światła stop , a mnie….po kilku dniach…prawa. Ledwie mąż wymienił zużytą baterię w pilocie do bramy, po kilku dniach również i mój pilot odmówił współpracy. Przy czym mąż używa swojego pilota dużo intensywniej, a baterie były od tego samego producenta…

Gdy wyjeżdżałam do gabinetu na seans rehabilitacyjny, mąż opowiedział mi czego dokładnie mogę się spodziewać podczas wizyty i zapewniał, że wrócę bez bólu. Tak jak on.

Gabinet pana Konrada znajduje się na terenie miejskiej pływalni krytej.Rzeczywiście, po godzinie fachowego dotyku i rozmasowania , ból wyraźnie zelżał. Gdy oddawałam w szatni kluczyki, pan recepcjonista opowiadał właśnie swoją przygodę:

-Na otwarciu galerii to mi się poszczęściło, pani Asieńko!-szczebiotał starszy pan, wyraźnie w świetnym nastroju . -Normalnie, Moja chodzi jak potłuczona z wzrokiem maślanym, mierzy te wszystkie przykuse bluzeczki zachwycona, że nie trzeba już będzie do sieciówek do Krakowa jeździć.

No to ja jej mówię, że wracam do domu, kiełbaski se zagrzeję, zjem i wrócę po nią tylko żeby nie wydała połowy wypłaty.

Ona mnie nawet, Asiu, nie zatrzymywała. Wychodzę, pada deszcz. Kilkadziesiąt metrów przed wejściem do galerii, kałuża. A w kałuży leżą dwie stówki! Rozglądam się, wokół, chyba zgubione dosłownie chwilę temu. No ale przecież głupi nie jestem! Pytać ludzi: Panie, albo proszę pani, czy to może pana/pani banknot?- wydało mi się pozbawione sensu. Bo jak odpowiedzą: -Tak, to moje i zgadną, że akurat były to 2 stówki …to co mi pozostaje… Tylko oddać!

Także kupiłem se kiełbaskę i piwko na miejscu w pubie, zamiast maszerować do domu.  -No to święty Andrzej na bogato był w tym roku- uśmiecha sie jego koleżanka. – A wiesz, Asieńko- dodał w zadumie  pan z szatni,  że żoncia równe dwie stówki wydała, a ja żem tyle samo znalazł.

I najlepsze, powiedzieliśmy sobie o tym dopiero po powrocie do domu!  Uśmiecham się pod nosem. Komplementarność. Cecha starego małżeństwa lub długiego stażem związku…

Ostatnio w samochodzie męża pojawił się komunikat: zmień olej .To znak, że pora odłożyć pieniądze na przegląd techniczny-przeleciał mi przez głowę komunikat.  Ta dam! Dziś przy odpalaniu silnika pojawił się  i w moim autku komunikat: ” Soon oil maintenance”.

Zdecydowanie jesteśmy już poważni stażem i komplementarni…:)

ps co zrobilibyście z kwotą 200 złotych znalezioną w okolicy galerii handlowej? Zgłosilibyście ochronie? Oddalibyście na policję i napisali ogłoszenie? Czy  kupilibyście sobie coś miłego?

ps ręka dobrzeje. Panie Konradzie, dziekuję!

 

  • Jesteście komplementarni – potwierdzam to z całą pewnością. A co 200 zł to gdyby nikt o tę kasę nie wołał, to oczywiście,. że bym wzięła 🙂 z dziką przyjemnością wydałabym ją na upominki.

  • ~Kamil

    Może te dwie stówy to prezent od św. Mikołaja?
    W końcu to ten czas…

    • Myślę, że albo Św.Andrzej albo Św.Mikołaj mogli maczac w tym prezencie palce:)
      Pan szatniarz na basenie w ostatnią sobotę wciąż promiennie usmiechnięty i wyjątkowo uprzejmy dla klientów.Ja dla mnie, niech znajduje takie dwie stówy conajmniej ze 3 razy w roku. Zbyt częste znaleziska, z drugiej strony, pewnie zepsułby jednak radość.Wszystko co przewidywalne zaczynamy w końcu przyjmować jak coś co nam się należy, nie masz takich odczuć? 🙂

      ps na blogu czekają dwie części wpisu na typowo męskie tematy.Zapraszam.Dobrego dnia:)

  • BBardzo dziękuję za tak liczne odwiedziny i komentarze.Odwpowiem w sobotę po poludniu,na razie przyklejam mentalna brode sw.Mikolajowi;)

  • Wzięłabym. Co innego, gdybym usłyszała, że ktoś zgubił te 200 zł, wtedy z żalem bym oddała, bo w innym przypadku byłoby to raczej chamskie 🙂
    Jak życie daje to trzeba brać.

  • Pięknie, zawsze mnie takie historie wzruszają, a jak widzę na ulicy dziadziusiów ( to jeszcze przed Wami:-) trzymających się za ręce, to mogłabym im się przyglądać i przyglądać, ale…najbardziej mnie wzruszył o wspomnienie ciemni i wywoływania zdjęć. To było coś. Mój tata był fotografem – amatorem i pozwalał mi czasami przyglądać się temu, co robi. Ciemnia była organizowana w łazience, a zdjęcia suszyły się przylepione do szyb w oknach. Chyba dopiero w kąpieli w trzeciej kuwecie, nie wiem, co w niej było na papierze zaczęły pojawiać się obrazy. Wyłaniały się z białej kartki i powoli ja wypełniały. Wow, to było coś, to były emocje. Uwielbiałyśmy to z siostrą. I był na to wszystko czas, ech.

    • Jeśli chodzi o stare zdjecia w barwie sepii, rownież czuję do nich sentyment:) A propos dobrej fotografii, polecam rodzinną wyprawę do muzeum AK w Krakowie.Ostatnio otwarto wystawę z audiodeskrypcją, przeznaczoną wprawdzie dla osób niedowidzących i niewidomych, ale dzieci w wieku plus 4 także powinna zainterować wycieczka z przewodnikiem audio w dłoni.Warto!!!

  • ~arte

    skoro nie wiadomo komu oddać, no cóż …kupiłabym bilet i pojechałabym gdzieś na jeden dzień czy weekend, by powłóczyć się po jakiś ulicach jakiegoś miasta 🙂

  • ze ja takich dylematów nie miewam – nic nie znajduje 🙂

    • Bo chodzisz z głową w chmurach, a tu trzeba wzrok skromnie w kierunku matki-ziemi spuścić:)

  • ~Kamil

    Za stówę kupiłbym prezent dla mojej komplementarnej połówki. Drugą oddałbym na biednych.

    • A to dobry pomysł i ja pewnie postąpiłabym podobnie, na pewno na szlachetny cel wydzieliłabym co nieco ze znaleziska.
      Ale może panu szatniarzowi z basenu się nie przelewa i może usprawiedliwimy go, że zabral całość znalezionej kwoty?
      W końcu jakieś dobre piwko należało się panu by uczcić to wydarzenie 🙂

  • Uroczy ten post 🙂 Szkoda, że tak mało jest szczęśliwych związków i tak komplementarnych 🙂
    A 200 zł… Hmm… Mnie się jakoś takie „okazje” nie trafiają, więc nie będę gdybać, chociaż pewnie bym oddała komu trzeba, niekoniecznie ochronie, ale na przykład na jakiś fajny cel 🙂