Lepsza wersja samego siebie

-Jedziemy na Bonda, wybierzesz się z nami?- zaproponowali wczoraj wieczorem, dość kurtuazyjnie, moi Mężczyźni. O niedzielnej wyprawie na najnowsze przygody agenta 007 przebąkiwali od piątku. Że to wstyd, że wszyscy znajomi już widzieli, a oni tyle się nasłuchali, że najnowsza dziewczyna Bonda piękna…. itd.

Nie wyraziłam entuzjazmu. Miałam potrzebę by pobyć chwilę sama ze sobą. Poza tym nie lubię oglądać w kinie filmów akcji bo strzelają zdecydowanie za głośno. W telewizji mogę sobie głos uregulować pilotem, a na dodatek tak wygodnej kanapy jak w naszym salonie nie mają w żadnej sali, nawet w tej dla VIP-ów:)…

 

Panowie zniknęli za zakrętem, a ja włączyłam w TV kanał CBS. A tam, para Keaton – Mac Dowell w filmie „Multiplicity” rozprawiali się właśnie z małżeńskimi pretensjami:

-Kiedy wreszcie dokończysz remont domu? -zarzucała mu z dramatycznym wyrazem twarzy.

-Kiedy wreszcie przyznasz mi prawo do wyluzowania się i zagrania w golfa-mówił jego ponury wzrok. Klasycznie znudzeni sobą, przeciążeni obowiązkami, nie liczący na zbyt wiele.

Wreszcie Keaton ląduje na kozetce u specjalisty i zwierza mu się, że mu życie niemiłe.

Zerkając w ekran zaparzyłam w imbryku jabłkowo-cynamonowy napar i zapadłam w miękką kanapę, otulając się ulubionym kocem.

Panowie nie rozpalili, niestety, kominka, a mnie dopadł leń.

Tymczasem Keaton na kozetce żali się, że brak mu czasu na ogarnięcie wszystkich wymagań żony, na co medyk proponuje mi zabieg…powołania na świat klona.

Śmieszne, że temat klonów dosłownie prześladuje mnie w tym tygodniu:) Ostatnio z problemem rozprawiła się na swoim blogu autorka „Kobietoskop.blogspot.com: link : http://kobietoskop.blogspot.com/2015/11/miaam-piekny-sen-tu-poniedziaek-jak-w.html

I myślę sobie, że przed Świętami zwłaszcza, w grudniowe, ciemne poranki, fajnie byłoby mieć klona, który zastąpiłby nas w najbardziej niewdzięcznych, powtarzalnych czynnościach.

Wystarczyłaby mi  jednak do szczęścia jego podstawowa wersja, powiedzmy, domowa, bez  wypasionych  funkcji ponad okazjonalne prasowanie, szorowanie wanny czy garnków ( niestety, niektóre garnki są zdecydowanie za duże by włożyć je do zmywarki).

Może uruchomiłabym także klona do funkcji wyrzucania recyclingu oraz odpadów kuchennych ( bo jak się mieszka w domu indywidualnie to niestety, deszcz-nie deszcz, wichura i ziąb- do kosza na zewnątrz trzeba podreptać i już).

Wreszcie, zatrudniłabym klona do okazjonalnych, przedświątecznych porządków we wnętrzu lodówki i zamrażarki, do przetykania zatkanych umywalek i filtra pralki.

Może jeszcze przydałaby mu się funkcja parowania skarpet i odnoszenia wypranych rzeczy do szuflad w komodach domowników? 😉

Za próg, do ludzi, jednak bym klona nie wypuściła.

Wolę się z ludźmi spotykać osobiście, zbyt wielką czerpię z tego frajdę aby się tej radości dobrowolnie pozbawić.

OK, pewnie kusiłoby mnie aby wysłać czasem klona na pocztę lub do urzędu, ale obawiam się, że narobiłby mi kłopotów podobnych do tych, które miała para aktorska komedii „Multiplicity”.

Przy okazji, gdybyście zdecydowali się obejrzeć ten film, poleca waszej uwadze refleksję: Jak bardzo w ostatnich 15 latach posunęła się technologia. Zwróćcie uwagę, jakiej monstrualnej wielkości komórkę trzymał w ręku oryginalny bohater, dzwoniąc z samochodu do swojego klona aby ustalić, co tamten nabroił w pracy w jego imieniu:)

Podsumowując: fajny wieczór. Nikt mi nie strzelał do ucha potwornymi decybelami. Na czas reklam zatrzymywałam na chwilę film, wyprowadziłam psy na krótki spacer bo pogoda nie zachęcała specjalnie do długiego wietrzenia domowego inwentarza na czterech łapach , a potem gładko przewijałam reklamy aby śledzić dalszy los bohaterów. Może i fabuła filmu nie była jakaś przesadnie ambitna, ale bawiłam się świetnie.

A panowie, po powrocie z kina oznajmili: Postrzelał, postrzelał, rozkochał w sobie świetną dziewczynę. Spaliło się parę budynków, było sporo efektów specjalnych, czyli nic nowego. Najnowszy Bond nie powalił moich facetów na kolana.

Nie czuję się pokrzywdzona. Obejrzę go na wiosnę na kanapie, a reklamy, starym zwyczajem, przewinę. Jakoś tak Bond najbardziej mi pasuje do klimatu wiosennego.

 

 


Multiplicity Michael  Keaton
 Czy Widzieliście najnowsze przygody agenta 007? Polecacie czy można sobie darować?

 

  • Klon by się przydał, obowiązki podzieliłabym tak: on do pracy i niech zarabia kasę, a ja będę miała czas na zajęcia dodatkowe, dom i najważniejsze będę miała jeszcze więcej czasu dla dziecka i może też dla siebie?
    A czy klon nocą mógłby karmić moje dziecko piersią?

    • Myślę, że klon na pewno mógłby karmić dziecko piersią, ale obawiam się, że Alan mógłby nie odnaleźć z nim wspólnego języka.Dzieci są czułe na wszelkie podróbki:) Mama to mama.Żadna sklonowana mama nie dorówna naturalnej.Ale myślę, że klon idealnie nadawałby się do pracy z niewdzięcznym klientem przez telefon lub do grubszych porządków.

  • ~Kamil

    Ciekawe, czy seks z klonem żony to byłaby zdrada małżeńska?

    • A twoim zdaniem…byłaby?;)

      • ~Kamil

        To ja zadałem pytanie i oczekuję na opinie Pań 🙂

        • Ok, wobec tego moim skromnym zdaniem wierność to wierność osobie, której ślubowałeś ( ślubowałaś), a nie jego/jej replice genetycznej.
          Sprawdź czy Mr Michael Keaton miał z tym jakiś problem czy nie… bo nie chcę psuć tym, którzy filmu nie widzieli, dobrej zabawy;)

  • Hmm. Klon by robił wszystko za Ciebie. Czyli ruszał się i spalał kalorie 😉 Oj, przytyłoby się szybciutko 😉

    • Jak Polska długa i szeroka wiadomo, że można spożytkować czas bardzo aktywnie lecz niekoniecznie przy ciężkich domowych pracach fizycznych:) Pozdrawiam przedsiątecznie, Zielona Małpko:))))

  • Nie mam pojęcia czym tu się ekscytować. Bond też mi coś. Lubię oglądać filmy, ale to nie moja bajka.
    Klon by się przydał nie powiem 🙂

    Pozdrawiam 🙂

    • A czy ja się w tym poście ekscytowałam Bondem?? Wcale! Ja się ekscytowałam spokojnym, leniwym wieczorrm na ukochanej, miękkiej kanapie przy dobrej komedii w TV:))))
      A na klony zeszło jakoś tak tyle razy, bo i na blogu Kobietoskop, i w telewizji, że postanowiłam rozmarzyć się i ja i zastanowić się, jakby to było oddać najbardziej uciążliw obowiązki z ręce klona:))) Pozdrawiam, podekscytowana jedynie Twoją wizytą u mnie, a bynajmniej nie z powodu seansu filmowego:)

  • Widzisz, to mamy tak samo: Film o agencie 007obejrzę z chęcią wiosną w domowych
    pieleszach. A posiadanie klona pewnie by mnie wpędziło w straszny stres,nie potrafiłabym mu zaufać, a przecież zawsze istnieje ryzyko, że klon spowodowałby duży chaos w życiu:)

  • Nowych przygód 007 nie widziałam i raczej się nie wybieram, bo to nie moje klimaty 🙂
    Ja chyba nie byłabym w stanie zaufać całkiem mojemu klonowi 😉 Wolę raczej sama zmierzyć się z całym natłokiem spraw, wiadomo fajnie gdyby ktoś nas czasem wyręczył, ale mam tą przykrą wadę, że mam wrażenie, że zawsze sama zrobię coś lepiej 😀 pozdrawiam ciepło, bo dziś chłodno i mgliście!

    • Karolino, ta wada mija wraz z wiekiem.Po prostu pewnego dnia wyrasta się z niej.A na razie to jest twoja zaleta:)))