Miłość od pierwszego wejrzenia

Jest elegancka. Bryluje nad otoczeniem. Robi niesamowite wrażenie.Aż chce się podziwiać. Zasługuje na pięć gwiazdek.

O czym  myślę? O Krakowskiej  hali „Arena”, w której w niedzielne popołudnie rozegrano 3 kolejne mecze Mistrzostw  Świata Mężczyzn w Siatkówce. Od razu zaznaczam: to jest modelowo zorganizowany obiekt! Nie ma  się do czego przyczepić! Kibicowanie to bardzo sympatyczna, właśnie odkryta przeze mnie rozrywka!  A propos siatkówki: przypomniał mi się dowcip:

Wymień najpopularniejszy sport wśród polskich kobiet….

– Siatkówka!

 

Ale do rzeczy:

Bilety na show, jeśli nie macie zacięcia do sektora VIP ( tam ich koszt wyniósł 100PLN), były w całkiem przyjazej cenie: 30PLN. Gdy byliśmy już w bezpośrednim otoczeniu obiektu,

z zafascynowaniem przyglądaliśmy się  ekipie, sprawnie kierującej  ruchem pojazdów. Kilkanaście umundurowanych osób,  rozmieszczono  w newralgicznych miejscach dojazdowych do obiektu :  wskazywali oni  drogę  i sugerowali miejsce postoju. Dzięki nim nikt nie czuł się zagubiony przy wjeździe do nowego, tak obszernego obiektu. Samochody z instalacją gazową nie mogą parkować w podziemiach hali „Arena”, muszą być skierowane na parkingi górne… I choć bilet parkingowy kosztuje sporo, bo aż 30 PLN, stwierdziliśmy, że z okolic Myślenic nie warto przyjeżdżać na mecz busem. Trudno, przyczyniliśmy się do współfinansowania utrzymania parkingu po zakończonych mistrzostwach. Cóż, to pierwsza profesjonalna kryta hala widowiskowa w grodzie Kraka. Już się cieszymy z nowego miejsca na koncerty, którego tak bardzo brakowało dotąd w naszym mieście!

Mecz, na który  się wybraliśmy nie zapowiadał się specjalnie  ciekawie, grała Francja z Belgią. Żabojady i  Producenci Słynnych Czekoladek zgromadzili całkiem sporą szerzę kibiców, ubranych w narodowe barwy. Wielu kibiców malowało  na twarzach flagi ( usługa w cenie 1 złotych cieszyła się sporym powodzeniem).

Wewnątrz obiektu, wzorowo oznakowanego, wypełnionego w każdym sektorze  profesjonalnie przeszkoloną ekipą, nie sposób było się pogubić. Zastanowiło mnie tylko niezwykłe rozwiązanie  kwestii toalet dla kibiców. Wejścia dwa, jedno z ikonką mężczyzny, drugie, z ikonka kobiety… A wewnątrz… „koedukacyjny ” rząd kabin. Także przy umywalkach spotykali się zarówno faceci, jak i kobietki…

Mistrzostwa Świata to Święto, więc i odświętnie pozwoliliśmy sobie na zakup hot-dogów  ( których na ogół unikamy).Smakowały tak, jak smakuje coś, co jada sie od święta! Pycha!

Weszliśmy do sektorów i zaczęło się!

Kto mógłby  przypuszczać, że mecz będzie od pierwszej po ostatnią minutę  tak dynamiczny i pełen tak nieoczekiwanych zwrotów akcji! Podobało nam się wszystko: od „wodzireja”, trafiającego bez pudła do serc kibiców, po rozbawioną wokół grupę fanów siatkówki, którzy z ochotą kibicowali, bawili się w „falę”, wytrwale bili brawo. Francuzi w błękitnych kostiumach, Belgowie w czerwonych.  Plus dwóch sędziów, Kanadyjczyk oraz niejaki Abdullah ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Nie sposób było również przeoczyć zespół fantastycznych „cheerleaderek”. Programy choreograficzne ze słowiańskimi motywami w tle były genialne, przykuły uwagę i zostały nagrodzone zasłużonymi oklaskami…

W pierwszym secie „Żabojady” od razu przyłożyli „Producentom Czekoladek”. W kolejnych setach Belgowie  zdołali wybić się na prowadzenie.Sytuacja była bardzo zmienna. Belgowie raz na wozie, raz pod wozem.Ostatecznie niestety, minimalnie przegrali swój „mecz o wszystko”.Zawsze bardzo żal mi przegranych.Rozczarowanie było bardzo widoczne w ich oczach i postawach. Zawodnicy byli naprawdę znakomicie przygotowani i żeby bylo weselej i śmieszniej, podzieliliśmy się z mężem kibicowaniem: On kibicował Belgom, a ja Francuzom.Syn,który wybrał się z nami, miał bilet w innym sektorze, nie przyznał się, komu kibicował. Po godzinie i tak wyszedł z sektora na płytę główną i stanąwszy przy barierkach, filmował cheerleaderki. Chyba zatem kibicował raczej dziwczynom, co jest w jego wieku jak najbardziej zrozumiałe. Na koniec postanowiliśmy, że zostajemy kibicami siatkówki! Przynajmniej jakiekolwiek nadzieję, na sukces naszych zawodników, a i pozostali kibice nie tak agresywni jak na stadionach podczas meczu piłki nożnej.

To było bardzo sympatyczne, rodzinne słoneczne popołudnie.

Ps. Hot dogi musiały byc świeże bo ( wyjątkowo) nie zaszkodziły!

zdjęcie: www.krakowarena.pl

  • Z tej „damskiej siatkówki” śmiać mi się chce ;]
    Fajnie, że spędziliście tak miłe popołudnie. Oby jak najwięcej było takich wspólnie spędzonych dni 😉
    Pozdrawiam.

    • Zdjęcie przedstawia „damską wersje siatkówki” a my oglądaliśmy mecz męskiej:)) Ale kibicowanie mogę z czystym sumieniem polecić jako bardzo odprężajaca rozrywkę. Podczas meczu można się bezkarnie wykrzyczeć :)) No i widziałam, ze panowie fantastycznie się bawili.