„Nieracjonalny mężczyzna”albo jak zostać muzą sangwinika-o filmie W.Allena

nieracjonalny

( zdjęcie:TVP Info)

Czy zdarzyło wam się wyjść z seansu w kinie przed czasem?

Przyznam, mnie tak. Trzykrotnie.

W tym dwa razy z własnej woli. Raz na prośbę osoby, towarzyszącej.Od tej pory staram się zawsze odczekać tydzień-dwa od premiery, posłuchać rekomendacji znajomych lub poczytać minimum 2 recenzje w niezależnych źródłach.Na dzisiejszym seansie wytrwaliśmy do końca. Choć osobliwe poczucie humoru Woody’ego Allena nie zawsze mi odpowiada.”O północy w Paryżu” wspominam milej niż „Zakochanych w Rzymie”, który był dla mnie filmem 3 dobrych scen( w tym genialna scena arii pod prysznicem). „Vicky, Christina,Barcelona” to kompletnie nie moja „bajka”, a na „Koniec z Hollywood” płakałam ze śmiechu.

Allen wkurza albo porusza, jak dla mnie raz jest to strefa wysokiej kondycji, a raz zadyszka starzejącego się artysty. Wielu krytyków zarzuca mu, że poszedł w ilość ze stratą dla jakości.

Dzisiejszego ,deszczowego wieczoru mieliśmy dwa typy tytułów kinowych.

W końcu wybraliśmy ten seans, który zaczynał się wcześniej tak by wyjść z kina po 21.Krótko mówiąc: daliśmy się  początkowo uwieść urokliwej w swym początku historii utraty sensu życia i depresji pewnego naukowca, wykładowcy filozofii z traumatyczną przeszłością.

Zmarły muzyk zespołu Dżem Rysiek Riedel, śpiewał o tego typu facetach :

Whisky , moja żono, tyś najlepszą z dam

Już mnie nie opuścisz,

Już nie będę sam”…

Mimo widocznych objawów depresji i uzależnienia alkoholowego, do tytułowego bohatera: Abe’go ( w tej roli  urodzony w Portoryco Joaquin Phoenix znany z ról w „Gladiatorze”, „Ona” oraz m.in „Spacer po linie”) , kobiety lgnęły jak pszczoły do kwiatów.

O względy wykładowcy zabiegały niemal jednocześnie: kobieta dojrzała, koleżanka z uczelni, rozczarowana nieudanym związkiem Rita ( Parker Posey) oraz zafascynowana wykładami profesora jego studentka, Jill ( Emma Stone, znana z roli medium w jednym z filmów tego samego reżysera).

Jill ma zaangażowanego chłopaka, rówieśnika z uczelni, który jednak, jej zdaniem, znacznie ustępuje intelektem i nudną osobowością od poziomu nieco tajemniczego profesora, którego melancholia przyciąga Jill, spragnioną odkrywania męskich wnętrz.

Główny bohater broni się przed nawiązaniem bliższych relacji z kobietami z gracją słonia w składzie porcelany. Ostatecznie obie zakochane lądują w sypialni profesora. Młodsza z nich, zgodnie z wcześniejszą deklaracją, zostaje jego muzą nie tylko jako partnerka do intelektualnych dywagacji, ale też inspiruje go do dużego przemeblowania w życiu i ponownie nadaje mu sens.

Potwierdzam zarzut profesjonalnych recenzentów filmu, narzekających na cieniutkie dialogi, powtórzenia, niedbałość w ujęciach. Szkoda także, że reżyser tak po macoszemu potraktował wdzięczne tło i nie ukazał więcej scen z życia studenckiego, będącego idealnym tworzywem żartu sytuacyjnego, a skupiając się jedynie na wątku zbrodni. Nuży mnie także przesadne epatowanie wyświechtanym motywem notatek gryzmolonych w ulubionych książkach bohaterów filmowych. Niektóre sceny zaskakują nierównością, ale na brak urozmaicenia nie sposób narzekać, choć film naprawdę smakował mi w momencie, kiedy bohater powziął decyzję o „udzieleniu bardzo specyficznego rodzaju pomocy” poszkodowanej przez wymiar sprawiedliwości kobiecie. Przedostania, kluczowa  scena filmu, podobnie jak dialogi, wyszła Mistrzowi cieniutko. Wybrać się czy nie? 

 

Spokojnie darujcie sobie ten film w kinie. Znam ciekawsze sposoby na wydanie 100 złotych na rozrywkę od najnowszego dzieła W.Allena.

 

  • Z Allenem już tak jest, że wydaje się nierówny, ale myślę, że tak naprawdę różne jego filmy są dla różnych ludzi. Uwielbiam „O północy w Paryżu”, umarłam ze śmiechu na „Co nas kręci, co nas podnieca” i ryczałam jak bóbr na „Blue Jasmin”, ale „Zakochani w Rzymie” i „mężowie i Żony” wcale mnie nie urzekły. Twoja recenzja mnie zainteresowała. Obejrzę ten film.

    • Myślę, że film znakomicie będzie się komponował z butelką wina, tartą na słono i gronem przyjaciół.Niekoniecznie w wersji z popcornem i salą kinową:)

    • Margret, a co się stało z twoim blogiem? „Podany adres bloga nie istnieje”.Zawiesiłaś czy przeszłaś na własne „podwórko?”

  • Hmm…byłam z kumpelą i…mam mieszane uczucia, jednak akurat zaskoczenie sprawiło, że wbiłam poślady w fotel. sama nie wiem czy dlatego że rzadko chodzę do kina, czy była inna przyczyna. ja filmu bym nie skreślała, choć rzeczywiście do kina to chyba niekoniecznie.

    • Hej, Doroto, witaj na Poziomkowym i rozgość się, proszę, na dobre:)))

      Właśnie, nie skreśliłam filmu, raczej jednak odradzam po prostu wyprawę do kina. Przecież można będzie ten film obejrzeć w miłych okolicznościach, choćby domówkowych, przy pysznym jedzeniu i lampce wina, w gronie znajomych :)) Są filmy Allena, które bardzo lubię i do kótrych wracam.Chyba jednak mistrz powinien nieco wypocząć przed kręceniem kolejnego filmu.Bo robotota „taśmowa” zawsze niesie ze sobą jakieś niedoróbki:))))

  • Chyba nie wyszłyśmy nigdy z kina przed końcem seansu. Nie za często jednak tam bywamy, bo zanim się zbierzemy to już przestają puszczać film. Zawsze też istnieje obawa, że wydamy kilkadziesiąt złotych i wyjdziemy niezadowolone. Tę ekranizację sobie więc odpuścimy.

    • Mój problem zwykle polega na tym, że nigdy nie mogę dostosować godzin seansów w kinie do własnych potrzeb.
      Zastanawiam się, jaki jest klucz doboru godzin poszczególnych gatunków filmów i czy nie można ułożyć projekcji tak by np osoby, pracujące popołudniami mogły od czasu do czasu wskoczyć do kina przed południem?

  • Dokładnie. Ja bardzo długo dojrzewałam do Allena, muszę to przyznać. Nie lubiłam i nie rozumiałam jego twórczości. Dopiero teraz gdzieś zaczynam go ‚czuć’. 🙂

    • Trzeba przyznać jedno: ma przebogatą listę zrealizowanych produkcji.Jest najbardziej „płodnym” reżyserem w Stanach 🙂

  • Zaufam Twojej sugestii i do kina pójdę na coś innego 🙂 A Allena rozbiorę, przy okazji, na części pierwsze za pośrednictwem DVD 😀

    • Jestem ciekawa, czy twoje uczucia względem głównego bohatera będą ewoluować w trakcie filmu ( w moim przypadku tak właśnie było:najpierw irytacja, potem zaciekawienie, na końcu rozczarowanie).

  • Może wystawię się teraz na pastwę negatywnych komentarzy, ale mnie ten film się podobał 😉 Mimo, że czytałam dużo negatywnych recenzji na jego temat, stwierdziłam, a co mi tam, pójdę, zobaczę i sama ocenię. Allen nie jest łatwy w odbiorze i na pewno nie robi filmów dla ludzi, którzy oglądają je bez głębszej refleksji. Allen przerysowuje od najprostszych po najdziwniejsze ludzkie cechy, nie mieści się nam w głowie, że można tak się zachować (jak bohater lub bohaterka), prychamy, unosimy brwi, a później zdajemy sobie sprawę, że świat po prostu taki jest. Allen w swoich filmach stwarza paradoksy, nadaje zdarzeniom podwójny sens i właśnie za to go lubię. Lubie podkreślane przez niego absurdy świata,w którym żyjemy. „Nieracjonalny mężczyzna” pokazuje w niebanalny sposób istnienie dobra i tak zwanego „pozornego dobra”, czyli zła na świecie (w tym wypadku: młoda studentka zakochuje się w profesorze, który już na pierwszy rzut oka wydaje się mieć duże problemy wszelkiej natury, a mimo to ją pociąga. Wydaje się być spełnieniem jej marzeń, a w rzeczywistości jest złym człowiekiem zdolnym posunąć się do morderstwa), a ponadto w filmie tym zostaje podkreślone, że nic nie dzieje się przypadkiem (mała latarka, którą Abe wygrał dla Jill i która, o ironio, uratowała jej życie). Film ten nie miał być widowiskowy, ani pełen głębokich refleksji. On miał zmuszać do refleksji. Jak dla mnie, filmy Allena nie mogą być oceniane w kategoriach :dobry, niedobry. Film albo działa, albo nie. Na mnie ten zadziałał 🙂 Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że nie uraziłam nikogo moim komentarzem 🙂

    • Karolina, dziękuję za bardzo sympatyczną i merytoryczną recenzję.
      Wiem, że Allen lubi przerysowywać ludzkie cechy charakteru, dlatego , jak wspomniałam, świetnie bawiłam się na filmie „Koniec Hollywood”, często wracam myślami do genialnej sceny skromnego przedsiębiorcy pogrzebowego, który pod prysznicem zamieniał się w prawdziwego tenora, i tak naprawde był szczęśliwy tylko w tych momentach życia gdy śpiewał pod prysznicem.
      Urzekł mnie także pomysł ustawienia na scenie opery kabiny prysznicowej specjalnie dla niego.Ileż razy jesteśmy w jakiejś dziedzinie dobrzy, wręcz świetni, ale potrzebujemy by inni zapalili w nas iskrę, wystawili przysłowiową kabinę na scenę, jednym słowem: stworzyli nam warunki do rozwoju talentów!
      Za jedno jestem reżyserowi naprawdę wdzięczna: Że tym razem na dobre stanął po drugiej stronie i dał sobie spokój z udziałem w w filmie w charakterze aktora. Podobno jest niezwykłym detalistą i słynie z tego, że przekonująco potrafi zagrać rolę zarówno kobiety, jak i mężczyzny w różnym wieku i zna na pamięć kwestie aktorów, których obsadza:) Nie czuję się jakoś specjalnym koneserem filmowym i nie uzurpuję sobie prawa do ferowania obowiązujących opinii. Dobrze jest je wymienić z innymi i spojrzeć na dzieło Allena z innego kąta widzenia. Twój, przyznaję, był wyjątkowo interesujący:)) A gdybyś miała się pokusić o TOP 10 najlepszych filmów W.Allena, jakie tytuły znalazłyby się w twojej pierwszej dziesiątce?
      Może jeszcze ktoś skomentuje i doda swoje typy? Czy lubicie tego reżysera?

      • Odpisuję jak zwykle z opóźnieniem, ale wiedz, że jestem i wracam 🙂 Ja też nie czuję się ekspertem jeśli chodzi o kino (zawsze wolałam czytać niż oglądać), ale tak jak mówisz dobrze jest czasem wymienić się opiniami i poglądami, zwłaszcza, że Allen jest jednym z niewielu reżyserów, ktorych twórczość „czuję” i każdy jego film czymś mnie zaskakuje 🙂
        Moja TOP 10? Ciężka sprawa, bo każdy jego film niesie za sobą inne odczucia. Ale mogę przedstawić filmy Allena, które wyjątkowo mi się spodobały. Powiedzmy, że będzie to taka mała lista TOP 3 🙂 Tak naprawdę odkryłam Allena późno i to za sprawą „Vicky, Cristina, Barcelona” i myślę, że właśnie ten film znalazł by się u mnie na pierwszym miejscu 🙂 Film ten ukazuje świetnie wielowarstwowość świata i ludzi oraz fakt, że nic nie jest albo czarne albo białe i dzięki wolności wyboru możemy wybrać sobie „przeznaczenie” (albo lepsze albo gorsze, albo zgodne z naszymi uczuciami, prawdziwymi bądź nie, albo z poczuciem taktu). Co dalej? Blue Jasmine, film, który urywa się tak naprawdę w środku historii, ktora wydaje się zmierzać raczej ku gorszemu. W tym filmie zostały wyciągnięte na wierzch chyba główne powody ludzkich niepowodzeń i dramatów, czyli lekceważenie najbliższych, niedbałość o uczucia innych, niezachwiane poczucie bycia na szczycie, brak pokory i odrzucenie możliwości samorozwoju. I na końcu „Zakochani w Rzymie”, film z pozoru płytki i bezsensowny, a tak naprawdę (jak to zwykle bywa u Allena 😉 niesie ze sobą cudowne przesłanie. Wątek o talentach, który opisałaś już wcześniej, o sławie, która w dzisiejszym świecie przychodzi i odchodzi szybko i często „gwiazdami” i „artystami” stają się ludzie, którzy nie wnoszą nic wartościowego i oczywiście znów motyw pozornego zła czyli historia architekta, który podczas wizyty w Rzymie wspomina lata młodości (tutaj Allen prowadzi ciekawą grę z widzem, sugerując mu, że spotkanie młodego i starszego architekta odbywa się w tym samym czasie, a w rzeczywistości to wspomnienia tego samego człowieka). Chłopak daje się uwieść koleżance swojej dziewczyny, która biedna sama mu ją podsuwa i niczego się nie domyśla albo nie chce domyślać, a jemu, dziwnym trafem, udaje sie ocknąc w ostatniej chwili. Pod przykrywką banalnych historii Allen opowiada życie takim jakie jest: pełne pokus, absurdów, świat, w którym istnieje i dobro i zło, a my zdając się na intuicję musimy „poczuć” co tak naprawdę jest dla nas dobre. Jak dla mnie bomba 🙂 A jaka byłaby Twoja TOP 3 (albo TOP10)? Pozdrawiam serdecznie! :))

        • Karolino, zdecydowanie powinnaś zamieścić na swoim blogu kilka filmowych recenzji.Z największą przyjemnością przeczytam twoje rekomendacje….
          Mój TOP 3 filmów w reż.W.Allena to 1. Koniec Hollywood 2 . Zakochani w Paryżu 3. Blue Jasmine 🙂

          ps jeśli dazs mi do wyboru: słuchanie muzyki, czytanie, oglądanie filmów zawsze film przegrywa w konkurencji z muzyką oraz książką.Ale na filmy zarekomendowane chętnie się wybiorę zawsze.Najczęściej oglądam filmy na VOD oraz w kinie….

          • Dziękuję 🙂 Sama nie wiem, mój blog odbiega nieco tematyką od kina, ale kto wie 😉 Widzę w takim razie, że mamy podobne podejście. Pozdrawiam i życzę samych udanych wyborów filmowych 🙂

          • Uważam, że piszesz ciekawie o filmach,a na blogu możesz przecież zrobić zakładkę ‚film”. I może na początek jakieś recenzje filmów włoskich?
            A potem reszta świata? :)Pozdrawiam z Ferrary:)

  • Ja miałam ochotę pójść, ale jakoś przegapiłam ten film. Na szczęście widzę, że nie mam czego żałować 🙂

    • Jak widać po recenzji Karoliny, może jednak niekoniecznie. Warto go w niedalekiej przyszłości wypożyczyć na DVD. Ale 3 biletów do kina w cenie 100 złotych ten film raczej nie byl wart. Nie twierdzę, ż eto była kompletna klapa i że film nie poruszył we mnie żadnych uczuć. Myślę, że reżyser ma jednak w swoim dorobku lepsze produkcje:))