Nareszcie mogę o tym napisać… Czyli pożegnanie z Sambą…

Wracam do pisania po dłuższej nieobecności. Natura nie znosi próżni.
Otworzyliśmy  nowy rozdział życia.


Zimowe  Poziomkowe Wzgórze mieni się kroplami deszczu i mgły ,która spowija każdy detal ogrodu. Osiada na srebrzystoczerwonych owocach głogu. To już dwa miesiące od tamtego felernego spaceru….Ale po kolei.

Od początku września przeszliśmy bardzo wiele w sensie emocjonalnym. W dość dramatycznych okolicznościach przyszło nam pożegnać się z wierną labcią, Sambą.

A zaczęło się od profilaktycznych badań.Po powrocie z wyjazdu wakacyjnego postanowiliśmy zrobić badania  kontrolne naszej 12 letniej już psince.
Wyszły kiepsko. Anaplazma, czyli bakteria odkleszczowa. Dodatkowo słabe wyniki morfologii i perspektywa podawania suni dużej dawki antybiotyku przez kolejne 5 tygodni .Zastanawialiśmy się jak nasza staruszka  zniesie tak długotrwałe podawną dawkę mocnej chemii ?
W połowie kuracji Samby przyszła wiadomość o śmierci mamy naszej bliskiej koleżanki . Pani Irena przegrała walkę z nowotworem piersi.Cudowna,ciepła kobieta, która całe życie zawodowo służyła chorym  jako pielęgniarka. W podeszłym wieku  przejechała pół świata aby pomagać w wychowywaniu jedynego wnuka. Na pogrzebie boleśnie dotyka nas refleksja, że coraz więcej naszych przyjaciół żegna ostatnio rodziców. Bardzo nam przykro, jesteśmy bezsilni wobec wyroków z góry…

28 września.

Na przekór słonecznej pogodzie,  spadają nam na głowy  kolejne niewesołe wieści. Weterynarz zrobił  Sambie  USG… Diagnoza : nieoperacyjny  nowotwór pęcherza moczowego .

Wali nas obuchem w głowę.Bezradność.
Wtulam się w lśniącą , biszkoptową sierść i trwamy tak w uścisku długo, bardzo długo , nie mogę wydusić z siebie słowa. Zaawansowany nowotwór?Piesku, ależ ty jesteś tak żywotna, nie wyglądasz na swój stan….

Dlaczego psy  tej rasy tak często zapadają na choroby nowotworowe? Przeglądam Facebooka z kolejnymi pożegnaniami labków w wieku takim jak Samba i idę do łóżka zaryczana.Połowy nocy nie jestem w stanie przespać.

Płaczę w ukryciu.Nie potrafię tego zrobić po prostu  obejmując ją.Ona przcież jest taka dzielna, to i ja nie mogę pękać, myślę sobie.Piesku, zrobimy wszystko abyś nie cierpiała.Choć kiedy myślę o konieczności podjęcia decyzji o odebraniu jej życia w gabinecie weterynarza to serce mi po prostu dziko kwiczy. Nie, nie zrobię tego. Nie dam rady….Ona na to nie zasłużyła.

Codziennie gotujemy jej świeżą zupę, ulubione warzywa i indyk  bo sucha karma przestała jej smakować.Podajemy wszystkie zalecone lekarstwa.Antybiotyk probiotyki, przeciwkrwotoczne  i aloes osłonowo.Samba chętnie wychodzi na  półgodzinne spacery, podczas których jest, jak na swój wiek, dosyć  aktywna i zadowolona. W ciągu dnia dużo śpi, czasem wpatruje się w nas smutnym, intensywnym spojrzeniem swoich orzechowych oczu. Okłamujemy samych siebie, że diagnoza może była trochę na wyrost? Jednocześnie martwimy się bo wyniki badań z tygodnia na tydzień są słabsze.Zachowanie psa nie jest adekwatne do tych pieprzonych cyferek z laboratorium.Cały czas jest przytomna…
Robię jej mnóstwo cudnych zdjęć . Wyglada przepięknie .Troszeczkę schudła…Jednak nie dopuszczamy do siebie tej okropnej diagnozy, próbujemy ją negować bo wciąż widac w niej wolę życia. Na przekór wynikom badań.
Szepczemy na ucho, że jest najlepszym psem na.świecie i że bardzo, bardzo ją kochamy.

Każdy z nas wie, że psy rzadko kiedy dożywają więcej niż 14 lat. Zwłaszcza te rasowe i większe.Podobnie i my, gdzieś z tyłu głowy byliśmy przygotowani, że każdy miesiąc życia naszej seniorki może być już ostatnim. Na spacerach zwolniła  kroku,  jedzenie przestało jej sprawiać przyjemność. Trzeba było zmniejszyć porcje, których z czasem i tak nie dojadała do końca. Kilka razy posiusiała się w domu, a w moczu zobaczyliśmy czerwone zabarwienie.To była, niestety, krew… Kiedy zwierzę nie czuje się najlepiej,często chowa się w ustronne miejsca. Samba upodobała sobie zacienione tereny ogrodu, nigdy wcześniej nie leżała pod tujmi.To upodobanie, którego nabrała w ostatnich miesiacach swojego życia.


18 października , w piątkowe popołudnie,wyszła na swój ostatni spacer radośnie merdając ogonem. To był wspaniały, słoneczny piątek.
Po około 3 kwadransach spotkałyśmy Figę,małego ,czarnego kundelka , pedzącą w stronę lasku.Przecięła Sambie drogę .Pieski spotkały się po raz pierwszy od bardzo długiego czasu.
Nie spodziewałam się takiej reakcji mojego psa.Rzuciła się na tego małego kundelka  z furią. Zaczęły się kotłować. Nasza, zwykle bardzo łagodna sunia poczuła potrzebę walki .
Zagwizdałam na nią.Nigdy nie rozdziela się walczących psów.Chciałam odwrócić jej uwagę.Odskoczyła posłusznie i nagle zobaczyłam ,że moja labcia dostaje konwulsji.Umarła na moich oczach, Nie pomogła próba reanimacji i masażu serca. To była zapaść powysiłkowa.Prawdopodobnie na skutek ogólnego stanu zdrowia, wieku oraz zażywanych od długiego czasu silnych leków przeciwkrwotocznych, utworzył się skrzep, który następnie oderwał się i spowodował zgon naszej wiernej przyjaciółki.Klęczałam nad martwym psem, który jeszcze 5 minut wcześniej beztrosko dreptał z ogonkiem uniesionym w górę.
Pani Jola objęła mnie w geście współczucia i obie, zszokowane tak  gwałtownym i tragicznym finałem walki naszych psów, rozpłakałyśmy się w tym uścisku.
Można gdybać czy nasza labcia żyłaby do dziś gdyby nie to niefortunne spotkanie z sunią,ktorą bardzo słabo znała i rzadko widywała?Tego już się nie dowiemy . Dzisiaj myślę, że jestem wdzięczna losowi, który zadecydował o odejściu suni.Nie potrafiłabym podjąć decyzji o eutanazji tego psa. Za mocno się z nią żżyliśmy. Była bardzo łagodna, o cudownym charakterze…
Zaledwie 14 miesięcy wcześniej byliśmy zmuszeni uśpić naszego, bardzo już wiekowego i schorowanego mieszańca, Lunkę. Tak szybka utrata 2 kochanych, dobrych przyjaciółek bardzo nas przygnębiła.Kawa straciła smak, nie cieszą telefony od przyjaciół. Na tydzień zapadło w naszym domu prawie całkowite milczenie.  I wiesz co? Dom bez merdającego ogona, szurającej po podłodze miski, z której w pośpiechu i z apetytem pałaszowane jest śniadanko, obiadek i kolacja….Wieczory bez łba na twoich kolanach, bez wpatrzonego w ciebie, wiernego wzroku, spacery  bez niespodzianek w postaci gwałtownego pędu za tropem sarny… i powrót ze spaceru w deszczowy dzień bez potrzeby wytarcia czterech łap, to wszystko sprawia, że życie wydaje się okropnie smutne i puste.

Miesiąc po gwałtownym odejściu Samby odwiedzam to  felerne miejsce jej walki i śmierci. Położyłam tam bukiet nagietków. Kwiaty leżą nietknięte, jakby wczoraj zerwane. Aż trudno w to uwierzyć.

Na Facebooku, na grupie sympatyków rasy labrador  dostaję wsparcie od ponad 100 innych właścicieli labków. Kochani, to było naprawdę jak balsam dla duszy  kiedy tak wirtualnie pogłaskaliście mnie po głowie.Bardzo tego  w tamtej chwili potrzebowałam….Bardzo potrzebowałam.

A najpiękniejsze kondolencje muszę zacytować:

” Wierzę, że gdzieś w zaświatach cierpliwie, z nosem przy drzwiach

czeka na mnie kudłata dusza mojego psa.I słysząc kroki mej duszy uniesie klapnięte uszy i chmury nad nieboskłonem rozpędzi ogonem..

Później mnie w progu przwróci, gdy  gdy już uchylą się wrota i wtedy w proch się obróci nasza tęsknota”…

Nie przypuszczałam, że nasz spacer zostanie tak gwałtownie przerwany przez twoje odejście, Samba.Trzymaj się i  biegaj wolnaod chorób i szczęśliwa….Pozdrów Tosię, Lunkę i Alexa…Jestem pewna, że Na Wiecznie Zielonej Łące nie ma żadnych psich zmartwień.Nie bolą schorowane stawy, a miska z wodą nigdy się nie wyczerpuje.Podobnie jak psia radość.Wiesz? Prawie słyszę w myślach rytmiczne uderzenia twojego ogona. Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa. Dałaś nam dużo radości i nauczyłaś czym jest prawdziwa przyjaźń.Bardzo ci za te lekcje dziękujemy i nigdy ciebie nie zapomnimy…

Wiem, że dzisiejszy wpis nie pasuje do radosnego nastroju, który niosą zbliżajace się Święta Bożego Narodzenia. Ale to wspomnienie przyniosło mi ulgę…Myślę, że kolejne wpisy będą radośniejsze bo życie przecież biegnie dalej, a natura nie znosi próżni…. Wiem, że nic co jest nam dane na Ziemi nie może wiecznie trwać…Wiem, ale smutno nam bez niej i dlatego…

Ale o tym już w kolejnym wpisie….

Poniżej linki do wpisów z zakładki „Pieskie życie”, zapraszam jeśli lubisz psy, zajrzyj koniecznie, tam więcej historii  o czworonogach z Poziomkowego Wzgórza.

http://xn--poziomkowewzgrze-ivb.pl/gdyby-pies-potrafil-mowic/

http://xn--poziomkowewzgrze-ivb.pl/jak-zrozumiec-psa-operacja-twojego-pupila/

http://xn--poziomkowewzgrze-ivb.pl/zycie-psem-seniorem/