Ostatnia sobota wakacji

Czy żal? Trochę. To było dosć mokre i kapryśne lato.

Ostatnie przeżycia na drodze wzbudziły moją  niechęć do ruszania się z domu. Pisałam o tańczącym po Zakopiance Renault Clio i o dzielących mnie od tego samochodu centymetrach. Uniknęłam solidnej kraksy ale taka już jestem,że teraz myśle o tych pasażerach. Czy nie doznali wstrząsu mózgu? Innych niewidocznych gołym okiem obrażeń wewnętrznych?

Nie wspomniałam,że w mijającym tygodniu podróżowałam także na lawecie. Miałam grubszą awarię samochodu w trasie z Lublina do Krakowa. I oczywiście, kobieta na drodze, jeśli nie jest biuściastą dwudziestoletnią blondynką, nie może liczyć na empatię płci męskiej. Stałam sobie dłuższą chwilę na światłach  awaryjnych, wyszłam z samochodu, by wystawić trójkąt ostrzegawczy. Bo nie jestem baba-łajza. Ominęło mnie chyba z 50 pojazdów ( z komentarzem: No tak, stanęła akurat tutaj, przed światłami na skrzyżowaniu)…  Niczego nie przeczuwałam: blokada siłownika sprzęgła. Nowa część kosztuje 4 tysiące złotych.

Spojrzałam wprawo: znajdowałam się na wysokości warsztatu samochodowego. Pan zepchnał mnie na kanał, pooglądął, nic nie pękło, nic się nie wylewa. To skrzynia biegów albo silnik. Wpółczuję. Dzwonię po  pomoc drogową ( holowanie do 80 km mam w ubezpieczneiu- Hestio- dzięki).

W Toyocie w Tarnowie słyszę diagnozę po 30 minutach. Skasowali 180 PLN i powiedzieli:może pani nie dojechac do Krakowa, prosżę siee z tym liczyć.

Dojechałam. W internecie nzalazłam tę część   180 złotych. Z samochodu po wypadku.

Toyoto, dziękuję. Nikt przy normalnych zmysłach nie inwestuje 5 tysięcy złotych w naprawę 6 letniego samochodu . Wprawdzie przebieg auta jest niewielki, jak na jego wiek: tylko 77 tysięcy km. Dlatego tym bardziej dziwi awaria siłownika sprzęgła w samochodzie marki ogólnie uważanej za markę o niskiej awaryjności. Dlatego jak dla mnie, mit niezawodności Toyoty, za który warto dopłacić, kupując auto w salonie, prysł jak bańka mydlana.

Poza tym żaden fachowiec po konsultacji, no, może z wyjątkiem profesora kardiologii lub prawnik, nie kasuje 180  zł za pół godziny pracy, wskazując jedyne roziwązanie problemu: dokupić część za 4 tysiace złotych. Ale w Toyocie fachowcy nad fachowcami. NIe na każda kieszeń. A dgyby tak dentysta rozwiercił nam ząb, powiedział, no, fatalnie, fatalnie, trzeba usunąć… I skasował 180 złotych? Poczulibyśmy się nabici w butelkę.

Jadę ( nie moim autem, autem męża) w plener. Trzeba przewietrzyć myśli. Miłej soboty! Bezawaryjnej:)) W tym tygodniu to Volkswagen okazał się niezawodny. I pewnie to będzie moje kolejne auto. W pryzsżłości. Na razie zamontuję używana część do Toyoty. Widzicie inne rozwiązanie? Opchnąć niesprawny samochód z ukrytą awarią? Nie w moim stylu. Naj pierw usunę awarię.