Pikantne wspomnienia z wielbłądem w tle

Stoję na niewielkim tarasie domu przyjaciół mieszkających w Dubaju.  Wdycham słodkawy zapach pnączy z fioletowymi kwiatami, których nazw musiałabym poszukać w encyklopedii roślin. Parno.  Początek listopada 2007 i pełnia szarugi w kraju nad Wisłą. Odpoczywam po locie z licznymi przesiadkami.

Chcesz latać tanio, kup bilet rok wcześniej. I zarezerwuj dzień dłużej na podróż, bo loty mają to do siebie, że czasem są przekładane. Na lotnisku czekaliśmy cierpliwie blisko dwie godziny na naszych gospodarzy. Jest środek nocy, gdzieś po 3 . Witająca nas gospodyni jest w 6 miesiącu ciąży. Właśnie odbyli z mężem przeprowadzkę do Dubaju z sąsiedniego Kuwejtu. Nasza wizyta wypada w czasie, kiedy nie zdążyli jeszcze dokładnie rozpakować walizek.

Około 4.30 nad ranem, już na miejscu pobytu, w betonowym, pobielonym na biało osiedlu, pełnym równych rzędów ,bunkrów-bliźniaków, oglądam widoki z tarasu. Mąż podobnie jak ja, rezygnuje z położenia się spać. Stoimy na tarasie, rozmawiając półgłosem o planach na pierwszy dzień pobytu. Jesteśmy w kraju, w którym ludzie są przekonani, że w kobiecych ustach i włosach siedzi diabeł.

Dlatego islam nakazuje kobietom skromne schowanie tego, co kusi męski wzrok, pod czarną chustą.

Nic nie przygotowało nas w związku z tym na niespodziankę, której byliśmy z mężem, mimowolnymi świadkami…

Nagle z otwartego okna sąsiedniego budynku, połączonego z domem naszych gospodarzy jedną ze ścian garażu, dosżły nas nieoczekiwanie mocno sugestywne jęki.

Instynktownie skierowaliśmy wzrok w tamtą stronę. Przez otwarte na oścież okno pokoju na parterze, tuż obok wejścia do garażu, widac było młodego, dobrze zbudowanego mężczyznę przy laptopie. To z niego ( z laptopa) wydobywały się owe krzyki i jęki ekstazy. Po chwili odgłosom tym zaczęło wtórować…męskie stękanie. Siedzący tyłem do okna mężczyzna, wpatrując się w ekran, wyciągnął ze spodni…. co tam miał i rozpoczął energiczne “prace ręczne”. Jakoś nie mam ochoty nazwać wprost czynności, której się oddawał. W jakimś filmie usłyszałam kiedyś określenie : ” Marszczyć Dżordża. ” To było właśnie to. W aktach sądowych czynność ta zostałaby pewnie określona mianem: “innej czynności seksualnej “. Wcięło nas. Witajcie w Emiratach Arabskich. Niezły początek.

Po kilku sekundach mąż, który jest krótkowidzem, zapytał szeptem: -Widzisz dziewczynę?

-On jest z dziewczyną wirtualnie-odpowiedziałam, wskazując na laptopa, przy którym pochylił się sąsiad.

Przy śniadaniu podzieliliśmy się wieściami o niezamierzonym ale i nieprzerwanym z własnej woli, porannym podglądaniu – naszym gospodarzom.

Oni z kolei uśmiali się setnie.-Cicha woda brzegi rwie-dodali tajemniczo.-To młody  sąsiad. Na razie mieszka sam.

– Ale widać, jest samowystarczalny i pewnie dobrze mu z tym- zażartowaliśmy.

Nie wiem, czy Allah dopuszcza męski samogwałt. Wiem tyle, że dopuszcza legalne posiadanie czterech żon.

Tyle, że pierwsza opcja jest zapewne bardziej ekonomicznym rozwiązaniem .Dostępnym “od ręki” ( ha, ha :))

Żona to już inwestycja. A cztery żony niejednego puściły już ” z torbami”.

Więcej “grzesznych” historyjek z Dubaju nie pamiętam. Ale przyznam ,że motyw z “obcującym sam na sam z laptopem” sąsiadem był mocnym akcentem… Gospodarze mówili na, potem,że ich operator blokował niektóre “niestosowne” strony w Intermecie. Widać sąsiad nie miał takiego filtra…

Pamięć o tamtym “rannym ptaszku” zatarł dopiero widok… plującego w naszym kierunku wielbłąda podczas pustynnego safari oraz wnętrze meczetu w stolicy kraju Abu Dhabi.

Zdobiły go miękkie, puszyste dywany, po których stąpa się boso. Co daje trudne do opisania uczucie … wkroczenia do nowego świata. Piękno mozaiek, inkrustowanych kompozycji kwiatowych, wycinanych z wielobarwnego marmuru, mnogość świecidełek, bogate żyrandole.

Na każdym kroku wielkość i przepych.

Wojciech Cejrowski powiedział kiedyś w jednej ze swoich książek:

“Sprzedaj lodówkę i pojedź w świat”. Podoba mi się taki sposób myślenia. Praktycznie każdy nas obrasta po latach w stertę nieprzydatnych rzeczy, które łatwo można opchnąć na Allegro.

Czasem rezygnujemy z marzeń, wydając codziennie niby drobne kwoty na przyjemności typu fajki, piwko, kawki na mieście, okazjonalna kolację w średnio-drogiej restauracji.

Ograniczając te kwoty i sprzedając na Allegro “przydasie”, na pewno zgromadzimy kwotę bazową, z która można juz rozglądać się i polować na promocje w Lufthansie czy British Airways…

No, chyba,że  lubimy luksus i hotele poniżej 3 gwiazdek nie wchodza w grę….

W myśl modnego ostatnio minimalizmu, wielu znajomych odrzuca pomysł gromadzenia wokół siebie miliona nieprzydatnych bzdur, dających ułudę poczucia bezpieczeństwa.I tak wola pojechać  na wakacje nawet co  drugi rok, ale lubią wyjazdy  z detalami “posmakować”.I nie mam tu na myśli lokalnych knajp czy markowych sklepów.Raczej krajobrazy i miejsca , o których próżno szukac wzmianki wprzewodniku…

Pan WC opisywał, jak to przed jedną z wypraw przed laty, zaszył sobie w spodniach pożyczone od ojca zaskórniaki od ojca na tzw.” czarną godzinę”. Równowartość kilku miesięcznych pensji rodzica.

W razie czego wiedział na pewno, że będzie miał za co wrócić do kraju.

Taki jajcarz jak Cejrowski to potrafił podróżować nawet z legitymacją ZUS zamiast paszportu.I na granicy jakiegoś prowincjonalnego państewka, wymagającego od PRL wiz wjazdowych, założył się sam ze sobą, że pociągnie “łacha” z drzemiącego przed szlabanem celnika. Skoro w ambasadzie odmówiono mu po raz enty wizy do tego pięknego kraju, postanowił przybyć tam podstępem.

I wręczając pogranicznikowi legitymację ZUS ze zdjęciem, stwierdził, że jest obywatelem “Republiki de Ubezpieczalnia”…

Wracając  wspomnieniem do Dubaju…

Tak jak zdziwił nas “samowystarczalny” sąsiad, nie zdziwiła nas za to liczna obecność w Dubaju, Rosjan. Rosyjski rozbrzmiewał dosłownie wszędzie. Do tego stopnia, że poznana podczas jednej z wypraw ( do ościennego Omanu) para Polaków, przysięgała po czwartej Tequili, wysączonej na pokładzie jachtu,że gdyby nie język rosyjski, to by się nie dogadali. A tak, taksówkarz mówił po rosyjsku, recepcjonista w hotelu. też …

A na ulicy można było usłyszeć:

-“Wania, idi sjuda, pakupajem ciemadan? Zdjes ja wiżu Versacze. Krasiwyj. Nie darogij…”

Polacy, poznani w Omanie zazdrościli nam pobytu u polskiej rodziny w Dubaju , narzekając na polskie biuro podróży, które nie zapewniło im dostępu do pilota w języku polskim. Gdy poznani Polacy wymienili sumę, na jaką opiewał ich tygodniowy pobyt w Dubaju, wprawił nas w zdumienie. Państwo wydali kwotę o 70 % wyższą , od naszej. Hotele w Dubaju są koszmarnie drogie!

Do opisania strzępków wspomnień z wizyty w Dubaju natknął mnie pewien Hejter, co to się wkurza na mój kwiecisty styl, od którego “bolą zęby”. Ja to się Świadomie nie wystawiam na ból zębów, panie Hejter. Jakby co, służę adresem dobrego dentysty. I proszę sie koniecznie pochwalić oszczędnym stylem, godnym nagrody Nike. Proszę nie chować w piwnicy talentu tylko link przysłać, OK?

Naprawdę, nie trzeba być krezusem, by zwiedzać świat. Trzeba tylko wiedzieć, kiedy i gdzie jest wyprzedaż biletów lotniczych. Czasem trzeba podjąć decyzję last minute. No i najczęściej  dobrym pomysłem jest rezygnacja  z podróży w szczycie sezonu turystycznego. Ten “myk” udał nam się również i w tym roku… bo tegoroczne wakacje wciąż jeszcze przed nami, choć przynajmniej kierunek się sprecyzował, to z datą wciąż jeszcze krucho. Ale lubię niespodzianki. I lubię podróże pod wpływem impulsu.

Kwieciste pozdrowienia od Świadomej  Grafomanki :))