Plotki spod Giewontu i oblewanie “Tojota”.

Koniec tygodnia był czasem zaległej  wizyty  towarzyskiej u sąsiadów z okazji oblewania ich nowego, całkiem zgrabnego nabytku na czterech kółkach.

Sąsiedzi mają dwie  córeczki  w wieku wczesno-szkolnym i wczesno-przedszkolnym…Oboje rodzice sa inżynierami w korporacjach.Niesamowite, ileż dzieci czerpią z domu, z powiedzonek mamy i taty, rzucanych bezwiednie podczas sączenia lemoniady i bujania się w hamaku:))

Zadziwiły nas  na przykład zwroty typu: “Niech pomyślę”… albo: ” Nie sądzę, bo już zaplanowaliśmy…..”- brzmią one w ustach dzieci bardzo dorośle:)) . Rodzice, uważajcie, dzieci mają w uszach radary!

To, co usłyszą, powtórzą potem w przedszkolu ( jak twierdzą  z autopsji  zaprzyjaźnione  panie  pracujące w przedszkolu ).

Darowaliśmy sobie  wyjazd “do wód” w piątek nie tylko z racji imprezy “blachowej”. O innych powodach opóźnienia wyjazdu napiszę akapit poniżej….

Po przybyciu na miejsce świętowania nowego nabytku (“Służbowego”, czytaj, awansu sąsiadki, nagrodzonego  luksusowym modelem auta ), nazwanym przez jej młodszą latorośl ” Toyotem”, podziwialiśmy z niekłamanym

a) niebanalny, grafittowy kolor nadwozia

b) klamki lakierowane w tym samym  ( gustownym) kolorze

c) bagażnik, otwierany za pomoca lekkiego dotyku małego palca ( co za oszczędnośc: nigdy więcej złamanych paznokci podczas otwierania bagażnika!)

d)” bezkluczykową” możliwość startu silnika

e) ładną sylwetkę “Tojota”

“Tojot” pomalutku ewoluuje nie tylko zewnętrznie. W Rav4 całkiem przyzwoicie i nowocześnie wygląda już kokpit a pokrycie go miękką tkaniną jest też dobrym pomysłem w przypadku auta rodzinnego. Sensownie wyprofilowane, wygodne siedzenia, wysokie zawieszenie.Pojemny bagaznik, przyciemniane, chroniące przed słońcem szyby powinny zadowolić największego marudę i spodować, że dzieci naprawdę polubia nawet dłuższe podróżowanie.

Co czujecie, oglądając nowy samochód znajomych? Zwłaszcza samochód, który BARDZO wam się podoba?Zazwyczaj pierwsze uczucie  to zazdrość?

Ha! Myślę,że wiele zależy od sposobu, w jaki  gospodarz imprezy “blachowej”: chwali się swoim nowym, błyszczącym cudem. Nasi gospodarze mają to do siebie, że znają swoją wartość. Gadżety traktują bardzo praktycznie. Nie zadzierają nosa. Są ludżmi bardzo naturalnymi i skromnymi. Takimi, z którymi można się cieszyć, nie odczuwając ukłucia zazdrości.Najgorsze sa typy “bogate pięć minut”-jak mawia inna znajoma….

Powiedziałam więc gospodyni szczerze,że gratuluję. I że dawno zasłużyła na awans i samochód. Wiem, jak bardzo nasza    znajoma zaangażowana jest w swoja pracę, i jak dobry z niej fachowiec…

– A co będzie ze  “Szkodzikiem”?-zapytała starsza córka.-Lubię go….

-Sprzedamy! – wyjaśniła zwięźle sąsiadka, która, jak przystało na kobiete inżynierkę- nie praktykowała kwiecistych wypowiedzi.

-I to luksusowe auto to już będzie nasze?-chciała wiedzieć Starsza.

Rodzice przytaknęli.- Właściwie tak, choć go nie  kupiliśmy . Firma mamusi kupiła  w uznaniu za ciężką pracę.-

–  Czyli prezent….za wszystkie “konfy” w nadgodzinach?-precyzowała Starsza.

Rodzice wymienili porozumiewawcze spojrzenia.Rezolutne mają dzieci!

Gdy kilka tygodni wcześniej rodzina udało się do  salonu   samochodowego, by wybrac samochód w ramach przyznanego przez firme budżetu,  Młodsza  córka sasiadów wskazała paluszkiem  na jeden ze stojących modeli i zapytała:

-Co to?

– Toyota RAV 4- odparła Pani Inżynierka z rumieńcem na twarzy. Zastanawiała się, czy samochód zdążą  jej dostarczyć przed zbliżającym się urlopem…

– Ale ja nie wsiadam do  tego “Tojota”-zauważyła 3 latka- Bo ten “Tojot” nie ma fotelika dla dziecka….

Blachowe wypite. Dzieci sąsiadów przeurocze.Przysżło  mi do głowy, że nowy samochód cieszy i ekscytuje zawsze, ale tym razem sąsiedzi trafili prawdziwą szóstke w Totku: “Tojot” przybył do ich garażu na 3 dni przed planowanym urlopem.

A w  sobotę obudziliśmy się bez kaca z postanowieniem wyjazdu  do Zakopanego.Dlaczego w sobotę, a nie w piątek po pracy?

Najgorszy moment na wyjazd na weekend, jak wynika z naszych obserwacji międzynaroodowej trasy w kierunku Chyżnego, zwanej Zakopianką, to piątek późnym popołudniem. W okolicach Lubnia Zakopianka staje   się drogą jednopasmową dwukierunkową. Kierowcy stają tam  w karnym  szeregu i  mają czas na dokładne policzenie kropek na mijanych po drodze “Biedronkach”.

Tablica LED z szacunkowym czasem dojazdu przy Zakopiance , informująca zazwyczaj dość precyzyjnie o planonowanym czasie dojazdu na Podhale, nie uwzględniła jednak w sobotnie popołudnie zbliżającego sie do Krakowa maratonu kolarskiego Tour de Pologne.Po drodze mijaliśmy szereg samochodów ekipy technicznej oraz pojedynczych zawodników. W okolicy Czarnego Dunajca zjechaliśmy z Zakopianki, by dalsza drogę odbyć bez korków… To był bardzo sensowny  manewr.

Dzięki niemu zaoszczędziliśmy dobre 40 minut podróży!

Na Polanie Szymoszkowej umiarkowana frekwencja.Obiekt oferuje możliwość całodziennego korzystania z basenów z ciepłą wodą  ze żródła termalnego   za jedyne 26 złotych od osoby.  Tańszy o kilka złotych bilet popołudniowy. można zakupić  od godziny 15.00.W gorący  dzień   obiekt  odciąża nieco zapchane  baseny termalne  w Białce oraz w Bukowinie Tatrzańskiej. Kąpielisko  godne jest polecenia ze względu na przyzwoity poziom sanitarny oraz ze względu  na panoramę Tatr! Zachwycaliśmy  się pięknym widokiem na Giewont, a także fantastycznymi zjeżdzalniami, gwarantującymi nie tylko  dzieciom moc wrażeń Strefa podzielona jest na sekcję dla dzieci oraz dla dorosłych.Na miejscu można wypożyczyć za dodatkową odpłatnością, parasole przeciwsłoneczne  i leżaki.Zaletą są także czyste, zadbane sanitariaty, natryski i przebieralnie. Jedyne  ryzyko w górach to bardzo dynamicznie zmieniająca się pogoda i częste przelotne deszcze.Na kąpielisku na Szymoszkowej wszystkie atrakcje znajdują się pod chmurką, zatem  jedyna alternatywa w razie gwałtownego deszczu, to salwowanie się ucieczką pod dach jednego z punktów gastronomicznych. Trudno w zasadzie porównywać   baseny termalne  pod względem atrakcji dla klientów.Każdy z obiektów  ma nieco inne zalety. Zaletą kąpieliska na Szymoszkowej  są niskie ceny biletów.Jednak liczba atrakcji jest ograniczona .Lubimy się pluskać w termach w Bukowinie ze względu na tzw.”Bulgotnik”, czyli wodny masaż punktowy.Bardzo przyjemnie pływa się również w dużym basenie, gdzie amatorzy podwodnych szusów moga posłuchać muzyki. Ale termy w Bukowinie nie oferują tak pięknych widoków jak białczańska Bania. W Białce z kolei dużym pwodzeniem cieszy się tzw. wirówka  “rwąca rzeka” oraz “fala”, gdzie można sobie nieco pofikać dla zdrówka:))

No i amatorzy “sweet foci”nie będa tu narzekać na niedostatki ładnej panoramy do zdjęć:))

Imponujący i klimatyczny  jest również hotel “Bania”. Zimą Białka jest narciarską Mekką dla rodzin. Bezpieczny, łagodny  i dobrze zagospodarowany stok Kotelnica Białczańska ma swoich wiernych wielbicieli.

Zadziwiła nas duża liczba nowo budujących się obiektów:pensjonatów i tzw.apartamentów hotelowych na Podhalu. Podhale kwitnie. I nie narzeka na brak turystów…

Kąpielisko geotermalne na Polanie Szymoszkowej,  u podnóża hotelu Merkury, dawnego Kasprowego”). Przyzwoicie zagospodarowany obiekt z najniższymi w regionie cenami za całodzienny pobyt już od 26 złotych od  osoby.

Fot. Lunka1969

Kapela góralska w Murzasichlu umila spożywanie kolacji.

Coraz więcej karczm na Podhalu oprócz kuchni regionalnej oferuje  szeroki wybór dań kuchni włoskiej.

Fot. Lunka1969

Sobotę zakończyliśmy atrakcyjną kulinarnie i artystycznie kolacją przy dźwiękach tria spod Giewontu. Były smętne piosenki o miłości do gór i do piyknych dziywcyn.  A jakże!

Po fajnym weekendzie  trudno wrócić do codziennych obowiązków. Ale  miła myśl na koniec, na szczęście jeszcze kawałek lata przed nami!