Przygoda na balkonie- czyli z deszczu pod rynnę…

Pani Zosia mimo swoich siedemdziesięciu  dziewięciu wiosen w metryce, żyła pełnią życia.

Unikała hipochondrycznych z natury sąsiadek. Nie lubiła nikomu zdawać relacji z ostatniej wizyty u lekarza. Nie miała w zwyczaju zadręczania ludzi studiowaniem przypadłości zdrowotnych właściwych jej wiekowi. Ot, pogodna i żyjąca w zgodzie z samą sobą seniorka. Tej wiosny sprawiła sobie z okazji własnych imienin kijki do Nordic Walking. Dzięki częstym spacerom do ulubionego Lasku Wolskiego, trzymała idealną wagę i przemieszczała się nawet na dłuższych dystansach bez zadyszki. Na temat skutecznych elementów podtrzymywania swojej formy miała wypracowane zdanie. Każdy dzień zaczynała od szklanki świeżo wyciśniętego soku z jabłek i buraczków. Sokowirówkę-imieninowy prezent od dzieci przyjęła do kuchni z entuzjazmem. Soki i ruch na świeżym powietrzu przedłużą jej życie i podniosą jego jakość. Realizację planu zdrowej i długiej starości pani Zosia powzięła nazajutrz po imieninach. Więcej ruchu, więcej optymizmu, mniej biadolenia i ucieczka od sąsiadów smutasów. Tak! Polscy emeryci należą do największych zrzędów w Europie!-pani Zosia wyczytała kiedyś taka wiadomość w lokalnym dzienniku, czytanym nieśpiesznie przy porannej konsumpcji soku warzywnego.

Seniorka Zosia każdy dzień lubiła drobiazgowo zaplanować. Żadnego jęczenia zapracowanej córce do słuchawki, gdzie ją strzyka. Bo po co komu psuć dzień? Każdy ma swoją porcję kłopotów. A ona nie chciała być dla córki przykrym obowiązkiem. Pogodny charakter starszej pani zjednywał pani Zosi wielu przyjaciół. Hipochondryczki, zamieszkujące tę samą klatkę schodową, średnio raz na trzy miesiące robiły „kolędę” po sąsiadach. Cel był zawsze ten sam: składka na wieniec pogrzebowy dla zmarłych lokatorów z bloku.

Pani Zosia pogodnie wyłuskiwała żądane sumy na składkę.Do czasu.  Ostatnio coś w niej pękło. Złamała zasadę. Zadzwoniła po jednej z takich „żałobnych ” wizyt przedstawicielek owdowiałyh sąsiadek,  po poradę do córki.Przyszedł jej bowiem do głowy zwariowany pomysł: Skoro jej otoczenie nie chce się zmienić, ona sama je zmieni!

Haniu, mam dość-powiedziała bez wstępu.-Musżę się, kochane dziecko, wyprowadzić z tego „domu ponurej starości” i przenieść do nowszych bloków. Na osiedle, gdzie nie będę w każdym tygodniu odczytywała kolejnego nazwiska na klepsydrze z powiadomieniem o terminie pogrzebu.

Dziecko! Ja jestem pełna życia, a te kwękające staruszki, narzekają tylko na drożyznę i  na swoje zapracowane dzieci, które nigdy nie mają dla nich czasu.  Kto normalny wytrzymałby codzienne relacje z wizyt u lekarza. To drobiazgowe roztrząsanie jakie badanie zrobić  i w której aptece szukać  tańszego  o 3 złote odpowiednika leku, który zapisał lekarz,  który oczywiście  w nosie ma niską emeryturę pacjentów na „pomostówkach”. -Haniu, ten pesymizm mnie żżera jak rak. Ja muszę się przenieść na osiedle , gdzie mieszkają młodzi ludzie. Wtedy odżyję!-i pani Zosia przekonała Hanię do wizyty u dewelopera by kupić kawalerkę, zwaną   studiem. W nowo budowanym bloku, oddalonym  w dyskretnej odległości od bloku córki.

Plan nie był głupi. W bloku pani Zosi, zlokalizowanym w śródmieściu, trwały nieustanne, męczące starszych mieszkańców, remonty. A to wymiana instalacji gazowej, a to ocieplanie lub malowanie elewacji. Huk, zgiełk. I jeszcze te powłóczące nogami hipochondryczki, które ledwie były w stanie dowlec się noga za nogą na bazarek…. No i te klepsydry prawie w każdym tygodniu. Czynsze za użytkowanie lokalu regularnie podnoszono. A ponieważ blok pani Zosi był zlokalizowany tuż na granicy płatnego parkowania, pod blokiem były też problemy z parkowaniem pojazdów. Dzieci gdy wpadały na niedzielne obiadki, zawsze narzekały, ze nie ma gdzie szpilki wcisnąć pod blokiem mamy. Cóż. Śródmieście.

Po krótkim namyśle, Hania przyznała mamie rację: na zamieszkałym przez córkę osiedlu, usytuowanym znacznie bliżej Lasku Wolskiego, czynsze były jednak niższe. Poza tym w nowych blokach na pewno nie będzie tyle usterek co w blokach, zbudowanych we wczesnych latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia…No i, co najważniejsze, zero żałobników z kolędą po składce na kolejny wieniec…

I tak panie wylądowały u dewelopera i wybrały 36 metrowe studio w dyskretnie oddalonym od mieszkania córki, bloku. Nie za blisko i nie za daleko. W sam raz, by obie czuły się bezpieczne i jednocześnie niezależne.

Po roku od podjęcia zdecydowanych kroków w kierunku odmłodzenia swego otoczenia, pani Zosia z ulgą kazała wywieźć na wysypisko kartony z niepotrzebnymi drobiazgami. Wręczyła klucze do mieszkania nowej właścicielce i  bez żalu pomachała w kierunku  nielicznego grona starych sąsiadek. Pożegnała je przejmie, acz nie wylewnie. Nie zostawiła im nowego adresu. Nie czuła takiej potrzeby.  Zrozumiały ją bez słów: „Zawsze to przy dziecku bezpieczniej jak nogi ci odmówią posłuszeństwa”-z tymi słowami pożegnały swoją wyprowadzającą sie z bloku sąsiadkę. -Niedoczekanie! Będę moim nogom przedłużać młodość – zacznę chodzić na długie spacery! -mruknęła  nasza bohaterka.

Jakoś tak w miesiąc po przeprowadzce, dzień czy dwa po tym, jak razem z Hanią posadziły na balkonie cztery doniczki z tują i wrzosami i gdy obok nich stanął wygodny rattanowy fotel wyściełany poduchami, pani Zosia skusiła się na poranną kawę na zewnątrz. Lubiła obserwować energię tego miejsca, pięknie utrzymaną zieleń wokół pobliskich bloków oraz gwarny i kolorowy plac zabaw, wypełniony po brzegi młodymi rodzicami i ich energicznymi dziećmi w kolorowych, modnych ubrankach.

W niedzielny poranek o szóstej plac zabaw był jeszcze pusty. Pani Zosia, owinięta szczelnie szlafrokiem , w papilotach na głowie, jak przystało na kobietę dbającą o detale wyglądu, wyszła na balkon i ostrożnie postawiła na malutkim stoliczku parujący kubek z kawą. Ulubiony. Porcelanowy.  Z motywem angielskich róż.Szczęśliwie przeżył przeprowadzkę.

Nagle wzrok pani Zosi padł na skwerek pod balkonem. Serce zamarło w niej i zatrzepotało niespokojnie. Seniorka poczuła nagłą panikę.

Pod balkonem stała zamaskowana grupa antyterrorystów w kominiarkach.  Trzymali w ręku broń. Jeden z funkcjonariuszy pokazał jej gestem :” Ciiii” i zdecydowanym ruchem ręki nakazał powrót z balkonu do domu. Cofając się, pani Zosia zahaczyła o stolik. Kubek w angielski róże z trzaskiem rozpadł się na kawałeczki. Rozlana kawa pobrudziła różowe kapcie z pomponikiem i zostawiła na szlafroku dużą brązową plamę.

Pani Zosia resztką przytomności umysłu zatrzasnęła drzwi balkonu i z bijącym sercem rzuciła się do pokoju na poszukiwanie komórki.

– Haniu, zobacz co się tu u nas dzieje-krzyknęła rozemocjonowana do wpółprzytomnej z rozespania córki. Zapomniała, że o szóstej zero pięć w niedzielę ciężko pracujący ludzie na ogół jeszcze śpią.

Córka uspokoiła mamę, że może przyjechali aresztować jakiegoś złodziejaszka, rozłączyła się i wróciła do łóżka. Może mamie przyśniło się coś?- pomyślała. Trzeba będzie mamę przebadać w kierunku „zwidów” .

Po godzinie starsza pani nerwowo zadzwoniła do drzwi córki.

Wyobraź sobie, Haniu, w naszej klatce polowali na dilera!-wypaliła staruszka od wejścia – Antyterroryści na naszej klatce! Pod moim mieszkaniem była „dziupla”. Sąsiad spod siódemki wynajął swoje mieszkanie podobno grzecznym , nie wzbudzającym podejrzeń studentom. Ale oni to jakieś takie dziwne oczka mieli, dopiero teraz to skojarzyłam-relacjonowała rozemocjonowana mama Hani.  W windzie ich spotykałam czasem.Dziwne oczka , a nie bylo czuć zapachu alkoholu.No i często goście u nich bywali aż się dziwiłam, że wciąż różnymi samochodami podjeżdżali…. Pani Zosia została poczęstowana herbatą z melisy. Córka zmierzyła jej także ciśnienie i zaproponowała drzemkę.

– A miało tu być takie spokojne, przyjemne miejsce z młodymi ludźmi po sąsiedzku -westchęła z żalem pani Zosia, i , kręcąc głową i dodała : – Miałam nudne i smutne życie w otoczeniu starych hipochondryków? No to na własne życzenie spadłam z  deszczu pod rynnę w sam środek atrakcji… A ten Stasio, który mi ostatnio pomógł przynieść siatkę z buraczkami z warzywniaka, to nie wyglądało, że jest kryminalistą… Zawsze ładnie ubrany. Pachnący i grzeczny. Żaden tam lump…. Tak mu dobrze z oczu patrzyło…. Tylko kolegów miał dziwnych…. No proszę, że też mnie nic nie tknęło…. Na starość robi się z cżłowieka łatwowierny idealista. A tu  miły sąsiad z dołu dziuplę z narkotykami prowadzi. Ech….

 

 

  • ~Bo

    Jaka „staruszka”? Pani Zosia to osoba, która wie, czego od życia na pewno nie chce. I myślę że to dobra opcja – nie gonić za wszelką cenę tego, co się chce tylko „spierniczać” od tego, czego się nie chce. Dzięki temu Pani Zosi nie grozi spierniczenie. A’propos staruszki – moja starsza, trzydziestoletnia wówczas siostra, nauczycielka obcego języka, prowadziła zajęcia z grupą przedszkolaków. Po zajęciach urocze sześciolatki lubiły sobie z panią pogawędzić. Jedno z pozbawionych mlecznych jedynek paszczaków zadało niezbyt dyskretne pytanie- Ile Pani ma lat? Siostra uśmiechnęła się i zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć usłyszała współczują e
    – Chyba ze dwadzieścia…
    Ach… Wiek to pojęcie względne!

    • „Wiek to pojęcie względne”!
      Indeed:)
      Scenka z wczoraj:
      -Halo, tu Karolina XYZ z Targów Mobile Trend.Czy już pani zarejestrowała udział swojej firmy w tym wydarzeniu?
      Gawędzimy chwilę po czym pani dodaje: – A właśnie, mam tu jeszcze na liście pana Macieja o tym samym nazwisku,jak pani, to pani mąż czy zbieżność nazwisk?
      -To mój bratanek – odpowiadam.
      -???? Przepraszam- pani Karolina XYZ jest wyraźnie zdziwiona…-To w jakim wieku jest pan Maciej?
      -Około 30…-odpowiadam zgodnie z prawdą…
      -Poważnie?Dziwi się moja rozmówczyni- a pani ma TAK MŁODY GŁOS, że DAŁABYM PANI NAJWYŻEJ 30 lat…
      Ojej…-pani reflektuje się, że zrobiła gafę, a ja, cóż…. chichram się beztrosko w słuchawkę i dziękuję jej za komplement.
      -To ja już się lepiej dłużej nie będę się pogrążać….- mówi moja rozmówczyni-Po prostu zapraszam panią do odwiedzenia targów….z…bratankiem.
      Po odłożeniu słuchawki chichrałam się jeszcze z 10 minut. To była urocza rozmowa:)
      Wiek to pojęcie względne….

    • Pani Zosia nie lubi określenia starość i uważa, że stan stetryczenia umysłu i zapaści marzeń nie musi iść w parze z danymi z metryki. Z tego co mi wiadomo, przygotowuje właśnie do wydania swoją książkę z rysunkami, oczywiście, własnego autorstwa:)

  • Anonim

    Jakim trzeba być kretynem, żeby nazwać polskich emerytów najwikszymi smutasami… Może warto zauważyć, że wielu europejskich emerytów zastanawia sie czy latem jechać na Hawaje, czy na Wyspy Kanaryjskie a polski emeryt, jak przeżyć…

    • Lunka1969

      Znam bardzo smutnych emerytów, którzy stale odwiedzają sanatoria i w przerwie pomiędzy wyjazdami biegają na reghebilitacje, masaże a w przerwach nękają włascicieli aptek przydługimi opowieściami o ich schorzeniach.Czy mają nadzieję,że drobiazgowe roztrząsanie historii chorób może być dla kogoś postronnego interesujące? Smutas to raczej stan ducha niż zawartość portfela. Takie mam refleksje.Pozdrawiam

    • ~LadyC

      Naprawdę trzeba być kretynem? Nie! Wystarczy pojechać tam gdzie ludzie są dużo biedniejsi – Kuba? A ludzie są pogodni, weseli, bawią się. A gdzie ci bogaci emeryci? W Niemczech? No cóż, jeśli będziemy się porównywać do najbogatszego kraju na świecie, to zawsze porównanie wyjdzie marnie. Ale może lepiej pamiętać o tym, że nasz kraj bogaty nigdy nie był, a mimo wszystko ci zrzędzący go nie opuścili w poszukiwaniu tego marnego miejsca na ziemi, by szukać szczęścia w wiecznej bonanzie. To może sami sobie są winni? I jak już muszą koniecznie narzekać i zrzędzić, niech narzekają na siebie, na swoją własną życiową głupotę?

  • Ja tam bym wolała antyterrorystów od marudzących staruszek 😉 Staruszek są całe stada a antyterroryści raz na ruski rok. Podejrzewam, że teraz wionie nudą na nowym mieszkaniu 😉

  • ~Tekla

    Nawet niezle pomyślana i napisana fabuła a konkretnie blog:). Czyta się fajnie i co ważniejsze ,można wysnuć kilka calkiem rozsądnych ,życiowych rad ,jak żyć w podeszłym by nie zamęczać siebie i otoczenie wokół nas.W sam raz na pogodną ,piękną porę końca lata .Pozdrawiam ciepło-jeszcze letnio autorkę oraz czytających tego bloga.:) Wszystkiego dobrego :).

  • ~Logika

    Niektórych ludzi to nosi. Moją matke też wiecznie nosi. MA 74 lata i jeszcze pracuje. Od lat zyje sama, ale na wizytę trzeba sie umawiać lub wpaść wieczorem bo w ciągu dnia od 7 rano do 19.00 jej nie w domu. Z sąsiadkami które narzekają nie utrzymuje kontaktów, bo ona nie ma czasu na głupoty. ZA to mozna się od niej dowiedzieć w któym sklepie co tanio kupic, gdzie są świetnej jakości koszule męskie, jabłka czy ile zapłacę za skórzane buty w i gdzie dostanę je najtaniej. Taką ma rozrywkę. Bardzo pozyteczną, bo nie musze biegać po mieście, ona ro bi to za mnie. Na hasło wnuk potrzebuje koszule- po tygodniu już wiemy gdzie co mozna dostać. Ostatnio dostała komórkę z aparatem i wnuk nauczył ją robic zdjęcia, więc nam przysyła MMS jak co wygląda. Co miesiąc dzwoni i pyta, bo ona wyczytała, ze jakaś siec komórkkowa oferuje darmowe rozmowy i co ona musi zrobić, albo, ze znalazła świetnego fachowca płytkarza, bo własnie znajomej zrobił i ona szuka nowych płytek i tak na okrągło. DObrze, ze kasy ma za mało bo raz w roku by robiła remont mieszkania.

    • ~1

      Ale to cudownie że jest taka aktywna. I oby jak najdłużej.
      A co by było gdybyś miał osobę obłożnie chora do codziennej obsługi? Logiko weź na logikę i ciesz się że masz tak a nie odwrotnie. Docenisz jak jej zabraknie.

  • W sumie trudno się dziwić staruszce, że chciała się wyprowadzić. Jak zachować młodość ducha w takim towarzystwie mówiącym tylko o chorobach i śmierci?

    • Lunka1969

      No właśnie. Myślę że więcej takich starszych osób czuje się w „blokach starej daty” jak w gettcie. Ale jakoś nie mają odwagi,możliwości finansowych by to zmienić. Często też trudno im przyjąć dowiadomości ewentualność zmiany przyzwyczajeń w tak prostyh dla młodych ludzi sprawach jak codzienne zakupy spożywcze czy wizyta u lekarza. Każdy zna powiedzenie : „Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka,prawda?”

  • ~M.

    Przede wszystkim jestem pełna podziwu, że rok przed 80. urodzinami chciało się tej Pani przeprowadzać. Szczerego podziwu.

    No i cóż – niestety nowe osiedla są pełne nowobogackich, a spora ich część dorabia się niezbyt legalnie. No to afery pewnie będą. Oby nie wpływały na stan serca tej Pani. 🙂

  • Więcej atrakcji sprzyja dłuższemu życiu 🙂 Nie jest nudno i zawsze pojawia się pytanie o to co dalej?

  • ciekawe co dalej spotka ową staruszkę, bo cos mi się wydaje, że coś się dziać powinno 😉

  • Aresztowali kogo trzeba i spokój, teraz bezpiecznie można tę kawkę

    • No, po tym wydarzeniu pani Zosia jest już raczej nastawiona, że nudno pod nowym adresem to na pewno jej nie będzie…

      Bodajże Jan z Czarnolasu w jednej ze swoich fraszek już przed wiekami był uprzjemy zauważyć: „Jakoby też bez wiosny rok mieć chcieli ci, którzy chcą, by młodzi nie szaleli”…
      No ale w tym przypadku sąsiedzi „pojechali po bandzie”…

  • Po prostu przypadek, a swoją drogą wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

    • Oj, tak. Taka refleksja tez mnie czasem nachodzi:)))

  • Jak to, co robić? Nie zgnuśnieć! :))

  • Jak to się mówi, jak nie urok to straczka. Co zrobić 🙂