Senior w wirtualnym banku.

Pewnego niedzielnego wieczora w domu na Poziomkowym Wzgórzu zadzwonił telefon.To był teść czyli tata mojego męża.Dzwonił w sprawie pomocy w opłaceniu rachunku online. Mijał termin płatności, a starszy pan lubi mieć wszystko jak w szwajcarskim zegarku. Zapowiadała się chyba dłuższa pogawędka. Krzątałam się przy kolacji i słuchałam jednym uchem.

Tato, pamiętasz swoje hasło, prawda?- spokojny, rzeczowy ton głosu męża.Senior, lat 90, potwierdza.Tata jest chyba jedynym znanym mi człowiekiem z tak zabytkowym numerem PESEl, który około osiemdziesiątki opanował sztukę obsługi komputera, początkowo stacjonarnego, który wkrótce osobiście wymienił na Allegro na wersję przenośną, czyli na laptop.Senior naszego rodu wchodzi sprawnie do serwisu, robi w nim zakupy i robi przelew za transakcję. Klik, klik.Prosta sprawa. Dla pokolenia cyfrowego Internet to środowisko naturalne. Nasz senior uczył się obsługi netu trochę od synów, trochę od wnuków.Chcę podkreślić, że zrobił to radośnie, bezproblemowo i na własne życzenie.

Pewnie pomogła mu w tym jego natura. Mało roszczeniowa.Tata to człowiek pogodny, dokładny, cierpliwy. Nauczyciel emeryt. Może to odrobinę wyjaśnia skąd tricki techniczne nie są mu całkowicie obce. Przez pewien czas tata uczył w technikum przedmiotów zawodowych. Samochody z epoki kiedy nie szpikowano ich jeszcze elektroniką, nie miały dla niego tajemnic. Nigdy nie zapomnę sesji naprawczych naszego Fiata 126p. To było coś. Zepsuty na amen samochód pod jego pewną ręką nagle ruszał i działał. Żadna poważna awaria nie była dla teścia zbyt skomplikowana. Skoro dawał radę z samochodami i ogarnianiem wszystkich, bez wyjątku, spraw technicznych, w domu, komputer i świat wirtualny okazały się dla niego przyjemnym wyzwaniem.

Do niedawna także interfejs bankowy nie stanowił dla seniora naszej rodziny , mimo podeszłego wieku, żadnej blokady. Wchodził, płacił , wylogowywał się i tyle.Tata dba o swoją pamięć, rozwiązuje dużo krzyżówek. Zdarza mu się jeszcze wsiąść za kierownicę, oczywiście, na krótkim, znanym dystansie, w ciągu dnia i przy sprzyjających warunkach pogodowych. Rundka do apteki, lekarza, kościoła czy delikatesów wiosną i latem nie stanowi dla taty problemu bo on po prostu uwielbia prowadzić samochód.Wszystko było więc po staremu do czasu. Czyli do minionej niedzieli. Kiedy to wszystko się zmieniło. To znaczy, ulepszono interfejs bankowy, i poproszono użytkowników aby od chwili jego uruchomienia ” logowali się po nowemu”.Czy informatyk bankowy miał jakąś chwilę refleksji jak poradzą sobie z tym interfejsem najstarsi użytkownicy kont?

Wpisanie hasła polega na uzupełnieniu luk w ciągu „kwadracików”.

Za każdym razem system prosi o podanie innego fragmentu hasła. Nasz senior podjął wielokrotnie próbę zalogowania się, ale jego refleks nie nadążał.

Ile razy teść docierał do połowy uzupełniania hasła, wyskakiwała mu nowa wersja i nowe kwadraciki gdyż „czas minął”, a, jak wiadomo, dzisiejszy świat jest domeną szybkich, sprawnych, i z refleksem.

Mąż cierpliwie tłumaczył krok po kroku zasadty logowania przez blisko godzinę, tata grzecznie wykonywał jego polecenia, ale po upływie tak długiego czasu i podjęciu x prób, zrozumieliśmy, że szybciej będzie raczej wsiąść do samochodu i przejechać dzielący nas dystans 82 km niż skutecznie pomóc naszemu upartemu staruszkowi. W grę wchodziła jeszcze opcja, że tata podyktuje mężowi numer rachunku i konta operatora telefonu , a mąż zapłaci rachunek z naszego konta, po czym dług będzie uregulowany przy najbliższej wizycie u rodziców. Ale wiedzieliśmy oboje, że dla taty będzie to oznaczało poczucie przegranej. Samodzielność i skuteczność to bastiony poczucia godności osoby w jego wieku. Płacąc w iminiu taty, mąż nadszarpnąłby poczucie jego wolności i niezależności.

Dlatego rachunek został opłacony dopiero po kilku dniach. Mąż asystował, ale wszystkich formalności dokonał jednak nasz uparty 90-latek. Niestety, bank z własnej inicjatywy nie zrobił niczego by zadbać o swojego leciwego klienta i choć trochę ułatwić mu życie. W końcu, mogli zażądać by tato ustanowił sobie co pewien czas nowe hasło, ale logował się „po staremu”, tak, jak się przyzywczaił….

Dlaczego postanowiłam w ogóle poruszyć ten temat? Kraj nam się powoli starzeje. Podobno do 2050 roku 60-letni Polacy stanowić będą około 24% społeczeństwa. Zapewne obniży się u nich refleks i pogorszy pamięć. Nie będą w związku z tym zachwyceni koniecznością uczenia się na nowo czynności, które opanowali. A to wprawi ich w dyskomfort bo będą musieli polegać na młodszych pokoleniach.Ten tekst nie powstał po to by bezproduktywnie zrzędzić. Raczej, by zapytać: dokąd zmierzamy i co z nami będzie za dwadzieścia, trzydzieści lat? Czy poradzimy sobie w wirtualnym świecie, który zmienia się, z prędkością światła? Dajcie mi jakąś nadzieję, że się w tym wszystkim odnajdziemy….

Czy ludzie w podeszłym wieku mogą się nauczyć posługiwania narzędziami świata cyfrowego?Jak ich do tego zachęcić?Jak nie zniechęcić?

Wiem, co zrobię .Zaproponuję przyszłym wnukom wzajemne wsparcie: w zamian za pomoc w odrobieniu zadania domowego czy przepytania przed klasówką z polskiego czy angielskiego, poproszę ich o regularne korepetycje z obsługi różnych urządzeń, które zapewne zostaną wymyślone aby ułatwić życie młodym i pognębić w poczuciu beznadziei starszych…Tak. To będzie jakieś wyjście. A do naszego seniora czuję podziw, respekt i szacunek. Za to, że się nie poddaje i wciąż z pogodą ducha usiłuje zrozumieć współczesny, cyfrowy świat.