Stany (nie)równowagi czyli pożegnanie z Lunką, naszym wiernym, starym psem.

Na Poziomkowym Wzgórzu przed kilkoma dniami  ubyło nas. Nieodwracalnie i definitywnie….

Ubiegły wtorek okazał się ostatnim dniem życia naszej 15-letniej Luneczki,  wiernego, charakternego domownika. Adoptowaliśmy ją 9 lat temu z domu opieki zastępczej w Bukownie koło Olkusza. Za szybko, Lunka, minęło nam te dziewięć lat pod jednym dachem. Odeszłaś fizycznie, ale nie da się o tobie  łatwo zapomnieć i w naszych serduchach pozostaje puste miejsce, w które wlazł smutek. Dopadają nas wątpliwości: a może jednak gdybyśmy nie odwieźli cię do lecznicy, pożyłabyś jeszcze tydzień, dwa?….

 

Kiedy odchodzi pies, w domu robi się przeraźliwie cicho i pusto.

 

 To od jej imienia wziął się pomysł na mój pseudonim blogowy…. 🙁

 

 

Fot.Jola Zdolska- Gurgul Nasza Luneczka , zdjęcie z 2017

 

Powitała mnie liźnięciem w policzek i wolontariuszka Angelika uznała, że to dobry znak dużego kredytu zaufania z jej strony. Wtedy usłyszeliśmy bardzo budujący komplement:

Lunka, zostawiam cię w raju na ziemi!

Zobowiązaliśmy się na piśmie, że  nie będzie raczona  resztkami żywności pozostałymi po obiedzie

( czy wiesz, że jedzenie przyprawione do smaku vegeto-podobnymi „specjałami” bardzo szkodzi nerkom psów?) i że nigdy nie przypniemy ją do budy łańcuchem….

Futro Lunki lśniło odcieniami złota, brązu i rudości. Miękkie jak u królika. Idealne do  „futroterapii”. Głaskanie jej  puszczało w niepamięć tudny najgorszego dnia….Oczy, mądre, żywe, przyjacielskie. Postura wzbudzająca respekt. Była duża: mieszaniec wilczura z molosem… w ostatnich miesiącach skurczyła się, stała się powolna. Każdy krok powodował cierpienie.O  przeczuciu nieuchronnego  końca życia naszej suni pisałam w połowie czerwca na blogu, a tekst znajdziesz tutaj.

Niejedno przeszliśmy razem. Lubiła rządzić i trzymała nas dość krótko 🙂 Labradorka ( czytelnicy wiedzą, że mieliśmy dwa psy)  bez protestu ustawiła się w sforze na pozycji numer dwa. To Lunka szefowała na podwórku i alarmowała intensywnym poszczekiwaniem o nadchodzących gościach.

Zawsze kiedy trzeba podjąć trudną decyzję musisz spróbować dokonać rzeczy prawie niemożliwej: wyłączyć emocje i uporządkować wszystkie argumenty za i przeciw.

Czy zrobiliśmy już wszystko aby przedłużyć jej życie? Czy pies, który od kilku miesięcy praktycznie nie chodzi ma jeszcze coś z tego życia? Spacery z dwójką zwierzaków, w tym jednym wciąż pełnym energii, który potrzebuje się wybiegać, i drugim, starszym, przystającym i kładącym się w trawie co 6 kroków na wąskiej, lokalnej drodze, na której jest zbyt wąsko aby mogły się na niej wyminąć dwa samochody, groziło wypadkiem i dramatem. Nie chcieliśmy aby Lunka zginęła potrącona przez samochód.

Od pewnego czasu wychodziliśmy więc na mega krótki  spacer w okolice naszego domu tak aby seniorka dała radę przebyć trasę. 600 metrów zamieniło się wkrótce w 300, 200, 100…Aż przyszedł dzień, kiedy nasz dzielny mieszaniec nie dał rady…Runęła na pysk w wysoką trawę, zbyt wysoką aby była w stanie podnieść łapki by zrobić kolejny krok. Przez miesiąc jeszcze się podnosiła i próbowała nam towarzyszyć…Aż nadszedł dzień, kiedy nie była w stanie wyjść poza ogrodzenie o własnych siłach, a w nocy słyszeliśmy tylko jak przewraca się z boku na bok i próbuje dopełzać do miski z wodą. Kiedyś piła dużo, w ostatnich tygodniach życia tylko tyle, ile razy podsuwaliśmy jej pod pysk  miskę pod pysk i unosiliśmy łeb… Funkcjonowała na środkach przeciwbólowych. Zaopatrzona w witaminy dla seniorów, glukozaminę i inne wynalazki, które miały jej wydłużyć życie, miewała przebłyski świadomości…Resztę dnia przesypiała, w nocy ból stawów nie pozwalał jej na spokojny sen.

Może jeszcze nie dziś?Poczekajmy do jutro, a nuż się poprawi?

Nie poprawiło się. Każdy dzień uświadamiał nam, że życie ulatuje z niej na raty, ale  definitywnie.

Idealne odejścia , takie przez sen, zdarzają się tylko niezwykle rzadko.Liczyliśmy , że nie trzeba będzie podejmować tej okrutnej decyzji.

Decyzji, którą niektórzy nazywają humanitarną.

Dla mnie, mów co chcesz… było to wykonanie wyroku na przyjacielu.Ogromne wyrzuty sumienia dręczą i męża, i mnie….

Rano dostała środki przeciwbólowe, po których z apetytem zjadła ostatnie śniadanie. Kiedy tabletki przeciwbólowe zaczynały swoje znieczulające działanie,  sunia była w stanie zrobić samodzielnie kilka kroków na powykręcanych artretyzmem,  opuchniętych łapach. Odeszła powoli  za dom, pod swoją ulubioną sosnę i w jej cieniu schroniła się przed kolejnym skwarnym dniem.Wszystko leciało mi z rąk i na niczym nie byłam się w stanie skupić. Mąż miał ją odwieżć do lecznicy sam. Bezradność ma bardzo słony smak. Płakałam, a sunia bardzo uważnie i przytomnie wodziła za mną oczyma.

Czy wierzysz, że dobre psy po odejściu z Ziemi wędrują  w Lepsze Miejsce?

Nasza Lunka na ludzki wiek dożyła 102 lat….

Za wszystkie razem spędzone chwile, za wszystkie lekcje przyjaźni, ofiarowane przez ciebie, dziękujemy ci, Luneczko. Święty Franciszku, pamiętaj o nagrodzie dla niej, prosimy….

Na zdjęciu poniżej: Nasza Sierotka, Samba…Bardzo smutna z powodu utraty przewodnika sfory….

 

 

 

 

 

 

  • Przyjmij moje wyrazy współczucia. Jestem pewna, że Ona teraz jest w pięknym miejscu – bez bólu i cierpienia…

    • Drugi tydzień BEZ niej jest już nieco lepszy choć wciąż mówimy np odruchowo:”To wezmę Psy na .. spacer…” Każda rutynowe czynność, jak napełnianie jednej miski, zamiast dwóch, każdy ślad w ogrodzie, wyleżane miejsce pod sosną, naootkani podczas spaceru znajomi, którzy pytają :Już jej nie ma z wami? sprawiają ból bo nie da się w kilka dni wymazać dziewięciu lat życia. Napisanie tego wspomnienia na blogu przyniosło mi ulgę. Wierzę, że Lunka biega sobie teraz bo Niebieskiej Łące razem z naszą bernardynką Tosią, która odeszła nagle na skręt żołądka…. Pozdrawiam i dziękuję za słowa wsparcia