W akcie totalnej desperacji cz.II

WV Passat

 

 

Dzisiaj kontynuuję obiecaną wczoraj opowieść .Rzecz o samcu Alfa i pułapce beta….

W cżęści pierwszej  wpisu zostawiliśmy naszą parę w kuchni  podczas porannej pogawędki przy podlewaniu kwiatów.Bohaterka usiadła by posłuchać ciekawej opowieści męża, przyniesionej z pracy. Jestem ciekawa waszych opinii na temat  wypowiedzi kolegi Przemka.Jak lubicie być traktowani w punktach usługowych?Normalnie, rzeczowo, profesjonalnie , a może  z podwyższoną atencją;) ? Czy Wasz partner to samiec alfa czy wręcz przeciwnie?

„Zapewne zdarzyło się wam kiedyś zostać zaproszonym do elitarnego klubu, jakiegokolwiek. Przykład? Produkty elitarne, to,  oczywiście, te  w cenach z wyższej półki.  Klub najlepszych garnków na świecie,  najlepszych kosmetyków, najlepszej marki produkowanych samochodów, you name it!

Elitarność zobowiazuje. Tymczasem w naszym kraju nie dziwi nikogo, że nie czujemy się jakbyśmy byli traktowani w tych klubach jak elita. W końcu nie można się zapisać do elity poprzez zakup sprzętu gospodarstwa domowego wartosci jednej średniej krajowej. To nie jest kwestia finansów, a raczej kwestia tego czy czujemy przymus wyróżnienia się i poszerzenia grona zwanego  elitą;)

Jeżdżę samochodem klasy rodzinnej, produkcji niemieckiej. Z trochę nielegalnie ale fabrycznie podrasowanym silnikiem. Pewno domyślacie się marki. Samochód nie należy do mnie, a do firmy, dla której pracuję.

Raz w roku należy oddać „Helmuta” do przeglądu : Wymiana oleju itepe. Samochód jest dla mnie po prostu narzędziem pracy. Owszem, wygodnym. Należy to przyznać. Ale nigdy nie zrobiłem z niego bożka.Nie poddawałem go rytualnemu, cotygodniowemu myciu, darowałem sobie potrzebę chuchania i polerowania klamek. A jego wnętrze nosi znamiona życia w ciągłym pośpiechu.

Oddaję więc auto do autoryzowanego, wskazanego przez firmę salonu, który współpracuje z firmą leasingową. To jego pierwszy raz! Umawiam się przez telefon. Miła pani, wyklepując formułki proponuje konkretny termin. Dogadujemy się szybko. Termin odpowiada mi, choć zaznaczam, że samochód zostawię w serwisie rano w drodze do pracy, a odbiorę wracając do domu, więc:  Arek-pełen- luz, żadnego nerwowego stukania obcasami w hollu, zero ciągłego  patrzenia na zegarek „Bo mi się, proszę pani, tak bardzo śpieszy”…. Daję serwisowi ten luksus, że sam może  zdecydować, o której godzinie odbędzie się przegląd.Pani rozumie moja decyzję , ale umawia mnie mimo tego zastrzeżenia,  do przeglądu na konkretną godzinę.

Zjawiam się w salonie punktualnie, rano każda minuta na wagę złota. Podchodzę do pierwszego biurka w dziale  serwisowym  i informuję , że chciałem oddać samochód w ich profesjonalne ręce.Pani sprawdza i oświadcza, że mam przydzielonego personalnego konsultanta

na czas dzisiejszego ważnego wydarzenia. Ale jako,  że jestem umówiony dopiero za godzinę, a mój konsultant jeszcze nie przybył do pracy , muszę zatem ….. czekać. No żesz ty – irytuję się, bo dzień zaplanowany jest co do kwadransa. Tak jak lubię. To daje mi poczucie kontroli nad sytuacją. I właśnie w tym momencie ją tracę. Spory dyskomfort!

A bez osobistego konsultanta, nie można mnie obsłużyć?

Po prostu zostawię kluczyki, dowód rejestracyjny i spadam bo praca czeka? Hmmm…No jeśli to taki przypadek, to pani będzie tak uprzejma i jednak dla tak elitarnego klienta sprawdzi co się da zrobić. Mój konsultant odnajduje się, po krótkim czekaniu i … zaczyna się! Jakieś uwagi, życzenia specjalne zanotować?

(Tak, jasne, niech ta rozmowa wreszcie się kończy, no ,cóż, rano nie jestem zbyt rozmowny, wiem).

Czy chciałbym skorzystać z ich wyjatkowych promocji przeznaczonych tylko dla najwęższej elity? Cały czas z humorem staram się przyśpieszyc cały proces zostawienia auta w serwisie, przechodzimy przez kolejne etapy, niewdziecznik ze mnie, nie chcę przejść w detalach przez proces proponowany przez  panią, która próbuje mi  narzucić procedurę…. Opisuje mi drobiazgowo  wszystkie zaplanowane e czynności jakim zostanie poddane auto w trakcie Wydarzenia pt Przegląd. W zasadzie nie wymieniła tylko nazw urządzeń, za pomocą których zostanie zbadany stan techniczny auta. Co więcej,  naprawdę  (???)  na zakończenie tego wydarzenia osobiście? Nie odbiorę auta z rąk mojego konsultanta?

Czy jestem pewien, że chcę otrzymac kluczyki z rąk strażnika przemysłowego salonu późną, wieczorową porą?  Może – o nie daj Boże – od strażnika, który może nie umieć obejść się  z klientem VIP WYSTARCZAJĄCO ELITARNIE . Wiem, wiem, zakładają, że taki strażnik nie podsunie ankiety dotyczącej poziomu satysfakcji…Porzucam jednak rozgoryczonego konsultanta po upewnieniu się, że nie będzie mnie potrzebować chwilowo, a autko przetrwa bez mojej obecności i nie będzie za mną płakać gdy ja nie będę trzymał w dłoniach kierownicy podczas aplikowania mu nowego oleju.

Wychodzę z autoryzowanego serwisu i analizuję, dla kogo wymyśla się sztywne procedury? Już po przybyciu do pracy

( kumpel z pracy cierpliwie czekał swoim autem pod serwisem by mnie zawieżć do biura, siedzimy w sąsiednich kubikach) i już w firmie dzielę się wrażeniami z towarzystwem w pracy i tu słyszę, że: Ha, ha,  wmanewrowano mnie, za moim przyzwoleniem, w beta traps ( pułpakę beta).

Co to takiego beta traps?

Sprawa bardzo prosta. W reacjach międzyludzkich, czasami niezauważalnie, a czasami bardzo celowo staramy się, my, ludzie robiący w biznesie, ustawić w pozycji samcow alfa, i wcale nie o pleć tu chodzi, ale o to alfa. Bo takie sampoczucie może być właściwe i kobiecie, i facetowi. Nie macie tak? Są środowiska, ludzie gdzie jest to chleb codzienny. Korporacje, relacje handlowe, itp.

Ale co zrobić, jeśli obie strony mają ten sam cel, albo jedna ze stron swoją alficzność ma taką naturalną? Ano należy rozrzucać w okolicy tzw beta traps, czyli pułapki, sygnały, sytuacje, w które przeciwnik będzie wpadał i odczuwał swoją  ( niższą) pozycję beta. Przykład? Urzędnik przyjmuje petenta i podstawia mu zepsute krzesło, albo niski taboret oczywiście przepraszajac uniżenie, ze to tylko taboret. Dobra metoda jest spóźnienie się na spotkanie postawienie innej osoby w sytuacji przymusu oczekiwania, wprowadzenie do gabinetu przez długi i ciemny korytarz.

A jak zdemaskować samca alfa? W Internetach wyszukałem, że :

Klasyczny samiec Alfa : „Musi prowadzić samochód w sposób szybki, pewny i zdecydowany. Nie znaczy to, że ma niebezpiecznie szaleć po drodze, ale nie może guzdrać się na skrzyżowaniach, a jeśli uważa, że ktoś jedzie za wolno, bez wahania go wyprzedzi.

– Musi umieć z łatwością (i prawidłowo!) czytać mapę. W przypadku, kiedy nie ma akurat pod ręką mapy, musi posiadać wewnętrzne poczucie kierunku, działające na wzór kompasu.

– Musi być dobrym majsterkowiczem, co oznacza na przykład umiejętność składania mebli z Ikei bez spoglądania na instrukcję (najlepiej bez koszuli, demonstrując umięśnioną klatkę piersiową) i magiczne wręcz tempo napraw rozmaitych sprzętów domowych i kranów. – Musi być dobrym sportowcem, ale ważna jest także dyscyplina. Do sportów godnych samca Alfa zaliczają się rugby, piłka nożna i snowboard. Z kolei łyżwiarstwo figurowe i pływanie – zwłaszcza żabką – dyskwalifikują.

– Musi jeść mięso. Niewątpliwie bycie wegetarianinem jest zdrowe i moralnie godne pochwały, ale zdecydowanie nie należy do katalogu cech samca Alfa.

– Musi lubić pić alkohol, ale tylko piwo, ewentualnie wino do obiadu oraz mocniejsze trunki – najlepiej tylko z lodem, ostatecznie z Coca Colą. Jednakże, bez względu na to, ile wypije, nie wolno mu nigdy sprawiać wrażenia pijanego.

– Nigdy nie wolno mu się zawstydzić. Nie ma nic bardziej niemęskiego niż facet oblewający się rumieńcem.

– Nie może wierzyć w żadne terapie alternatywne albo dziwaczne religie. Mężczyzna, który regularnie odwiedza prywatnego refleksologa, raczej nie osiągnie statusu samca Alfa.

– Musi emanować pewnością siebie i głębokim przekonaniem we własne umiejętności na płaszczyźnie towarzyskiej, osobistej i zawodowej. Nie oznacza to wcale, że nigdy nie ma momentów zwątpienia, po prostu nigdy tego po sobie nie pokazuje.

– I ostatnia cecha, nie podlegająca negocjacjom: musi wspaniale całować i być świetnym w łóżku!” ( źródło: onet.pl)

 No i po podliczeniu punktów wyszło mi, że… jestem i …nie jestem tym samcem alfa.

Lubię szybką i zdecydowaną jazdę, nużą mnie drogowe, guzdrały. Ze składaniem mebli śmigam bez instrukcji ( a jeśli je podczytuję to w tajemnicy , na przykład siedząc w WC, nigdy przy żonie).

Z alkoholi najbardziej kocham piwo, nie cierpię drinków. Mięso moge jadać i 5 razy dziennie,

gdyby nie uciążliwe bekanie i gazy.

…No, samo  życie… Choć dobrą lampką czerwonego nie pogardzę. Ze sportów,  toleruję , zmuszony, jazdę na łyżworolkach i squasha. Gardzę pływaniem i siłownią ( nie znoszę zapachu przesiąkniętych potem pomieszczeń). Szczerze mówiąc, ze sportów mam szczególnie jeden we krwi: KIBICOWANIE. I to jest sztuka, niech mi nikt kitu nie wciska, że nie. Jak nie, jak tak-cytując mojego ukochanego bohatera serialowego…

Kocham jak wspomniałem, mięso,  nie podzielam zaś podobnych uczuć w stosunku do sałatek o co często żona się złości, bo sałatką najchętniej podzieliłbym się z psem ( gdyby tylko mój pies jadł sałatki z octem winnym). Jestem zarozumiały jeśli chodzi o umiejętności zawodowe, negocjacyjne i towarzyskie, a z seksem, jak z telewizją, nigdy mi się nie nudzi.

Dlaczego więc dąłem się sprowadzić do roli beta przez personalną konsultantkę????

Grrr! Co teraz mogę zrobić oprócz wystawienia serwisowi niskiej oceny satysfakcji?

Serwisanci, jeśli użytkownik samochodu nie chce PODZIWIAĆ waszego profesjonalizmu, dajcie mu takie prawo! I tu dochodzimy do sedna sprawy: Każdy, czy to alfa czy to beta, odczuwa potrzebę dostrzeżenia i docenienia. A ja to zwyczajnie olałem. Podszedłem do sprawy konkretnie: Płacę, wymagam, szanuję wasz czas, a wy szanujcie mój! Za ceremioniał dziękuję. Czy można to jakoś zaznaczyć w ankiecie satysfakcji?

A Wam dał kiedyś w nieprzyjemny sposób ktoś odczuć waszą pozycję beta? Często trafiacie w pracy i życiu codziennym na osobników w typie samiec alfa?A może dzielicie z taką osobą swoje życie? Więcej o  pułapkach beta traps przeczytacie  w poniższym tytule:Oren Klaff „Called Pitch Anything”.

 

  • Dziś zadzwonił mój osobisty doradca z T-Mobile – przynajmniej tak się przedstawił, oczywiście z ofertą. W sumie nawet byłam zainteresowana tym co mi powie, ale przypadkiem na dotykowym ekranie telefonu (po minucie rzeczowej rozmowy) nacisnęłam ZAKOŃCZENIE ROZMOWY. I wiecie co, mój osobisty doradca nie raczył oddzwonić. Jestem załamana 😉

    • Może się na ciebie…obraził?…

  • A jednak nie udało mi się przeczytać tego posta przy porannej kawce kilka dni temu 🙁 Nadrabiam więc zaległości!
    Ciężka sprawa z tym (samcem) alfa. Fajnie jak „alfa” jest zaradny, pewny siebie (ale nie zarozumiały) i oczytany. Ale to jaką dietę i sporty preferuje, według mnie zupełnie go nie dyskwalifikuje. Ciężkie czasem bywają te nasze schematyczne czasy 😉
    Co do usług i obsługi to lubię jak jest konkretnie, szybko i sprawnie. Nie lubię jak wciska mi się dodatkowo na siłę niepotrzebne bzdety. Jestem jedną z tych „śpieszących się” i lubię jak szanuje się mój czas 🙂

  • Ale zobacz, jak to pięknie brzmi „osobisty konsultant”. 🙂

    • Faktycznie, brzmi prawie jak osobisty trener lub osobista stylistka. A ostatnio oferowano mi usłucgi „osobistej szoperki”.
      Dowiedziałam się, że taka delikwentka podejmie się zrobienia porządków w mojej garderobie i…już piszę o tym post więc serdecznie zapraszam wkrótce do lektury:)))

  • ~Kamil

    Post wprawdzie skierowany głównie do Pań, ale mimo wszystko ośmielę się zabrać głos.
    W moim przypadku, o zachowaniu w podobnych sytuacjach decyduje nie chęć dominacji ale moja wrodzona asertywność.
    Tą jednak najczęściej okazuję w przychodniach i urzędach. Zwykle wygrywam.