Z wiatrem i pod wiatr czyli Polak na nartach w Tatrach

No i mamy ferie.To znaczy, niezupełnie.Rozpoczęły się w innych regionach, Małopolska startuje z przerwą zimową w nauce w ostatnim tygodniu stycznia.

Za oknem zima kalendarzowa. Śnieg to zjawisko mega deficytowe w tym roku… Za oknem dodatnie temperatury, a buty i psie łapy szorujemy kilka razy dziennie po przyjściu ze spaceru. A skoro śniegu brak, trzeba go poszukać.

Stok Pasieka Express w Białce Tatrzańskiej, dla prawdziwych narciarzy to raczej „ośla łączka”. Służy do rozgrzewki mięśni przed prawdziwymi wyprawami narciarskimi…. punktualnie o 9.05 rano , z przypiętymi nartami, czekaliśmy na wjazd na górkę.Najlepiej jeżdzi się tuż po tym jak ratrak skończy pracę i wyrówna muldy:).

Na infrastrukturę w Białce Tatrzańskiej narzekać nie można.Kilka tras, niezbyt długich, za to w miarę przyzwoicie przygotowanych. W knajpkach zamówimy dania niewyszukane, z mikrofalówki. Szału nie ma. Tradycyjnie fryteczki, pajda chleba ze smalcem i kiszony ogórek, a także kawa i pączek na deser. Menu dość kiepskie, za to wybór „procentowych rozgrzewaczy” całkiem spory… Problem w tym, że od pewnego czasu na stoku można spotkać patrole policyjne na nartach w wersji „po cywilnemu” :), stąd i popularność wysokoprocentowych napojów chyba musiała zmaleć bo można stracić kilka stów na całkiem duży mandat za jazdę na nartach czy snowboardzie w stanie „wskazującym”. Dla kogo problem, jego sprawa.My jeżdzimy rozgrzewając się w przerwach herbatą „bez prądu, najchętniej malinową, z własnego termosu. Bo w barze króluje czarna.

Minusem podczas sezonu ferii jest stanie w kolejce, które czasem trwa dwukrotnie dłużej niż sam zjazd.

Za zimno by wyciągać komórkę i szukać ratunku w Internecie…. Poza tym, o 9 rano, na szczęście kolejek jeszcze nie ma.Większość urlopowiczów przybywa na stok po śniadaniu, około godziny 10 rano.

O Białce Tatrzańskiej i nartach postanowiłam napisać ze wzglęu na pewną ciekawą obserwację socjologiczną jaka przytrafiła mi się na wyciągu. Opisana sytuacja to, wypisz, wymaluj, typowe polskie dialogi.Podsłuchane na wyciągu.

Posłuchaj, co się wydarzyło.Wjazd na stok Pasieka Express trwa około 5 minut maksymalnie. Siedzący po mojej lewej właściciel wypasionych nart Volki, pod siedemdziesiątkę, mocno zbudowany, o ogorzałej od słońca twarzy, zagaił osobę po mojej lewej:

-Dlaczego opuszcza pani szybkę?-zaprotestował, przytrzymując zdecydowanym ruchem pokrywę, którą właścicielka nart Fisher, ta po mojej lewej, próbowała zasunąć tuż po tym jak kanapa ruszyła pod górę.Wiało dość konkretnie.Wszyscy czuliśmy na twarzach mrożny powiew.

Zasuwam szybę bo wieje – stwierdziła kobieta w średnim wieku.

-Ale przecież jak zjeżdżamy z górki to dopiero wtedy jest problem z zimnem, przy większej prędkości , i jakoś nie mamy żadnej szybki, którą możemy się zasłonić…-odparował niezbyt grzecznie właściciel nart Volki.-Z szybką gorzej się podziwia widoki – wyjaśnił starszawy narciarz.

-Proszę pana, teraz wjeżdżamy pod wiatr, a zjeżdżać z górki będziemy z wiatrem, nie będzie tak dotkliwie dmuchać – zauważył dużo młodszy od nas człowiek z przypiętymi do butów nartami Rossignol.

-Widoki będzie pan podziwiał z góry, jak dotrzemy, co za różnica?- właścicielka leciwych nart Elan parsknęła, poprawiając niebieskie gogle.

-No i chyba otwarłem Puszkę Pandory – zasępił się gość od nart Volki…

– No przecież skoro jest takie udogodnienie, to po jaką cholerę marznąć?-zauważył pan w granatowej kurtce z pomarańczowymi dodatkami, machając lewą nogą w narcie Fisher.

Starszawy narciarz zamilkł, ale całą fizjonomią wyrażał protest.

-A w samochodzie to klimatyzacji pan używa w gorący dzień czy nie?- Bo ja tak… chciała wiedzieć blondynka, która dotąd milczała. Sprawdziła pikający messenger i szybko schowała komórkę do kieszeni.

Starszawy narciarz pokręcił z dezaprobatą głową.

– Nasza rozmowa przypomina mi scenkę z dowcipu: rozmawia ciocia z siostrzeńcem :

– Łukaszku, dlaczego ciągle zamykasz to okno?Strasznie tu gorąco…

-Ciociu, to nie tobie gorąco, tylko twojej menopauzie…

Każdy z nas ma różne potrzeby i inaczej dostrzega tę samą rzeczywistość.Wszystko zależy od naszego nastawienia, od tego czy mamy dobry dzień i czy ktoś wcześniej nadszarpnął nasz rezerwuar dobrego humoru, sprawiając nam jakąś przykrość.A kiedy tego doświadczymy, podajemy dalej. To znaczy, mamy w nosie, czy nasze zachowanie spowoduje czyjść dyskomfort, być może sprawimy komuś przykrość i zepsujemy dzień. Zacisnąć zęby, policzyć do trzech, podziękowac za wspólną podróż i odjechać w swoim kierunku… czy być asertywnym i domagać się zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb, bez względu na uczucia innych… Oto jest pytanie. A ty, jak myślisz?

Foto.archiwum rodzinne autorki. Matrei. Austria. Jeden z zimowych wyjazdów rodzinnych.

Przed nami kolejny weekend. Miłego szusowania bez względu na markę nart, które przypinasz do butów. Życzę ci aby sport doładował ciępozytywną energią.I poczucia humoru także.Bardzo się przyda 🙂

  • Magdalena

    Ja staram się nie uczestniczyć w tego rodzaju”dyskusjach”. A odpowiadając na Twoje pytanie jestem zdania, że nie ma potrzeby wymagania od innych, a zwłaszcza od ludzi, których nie znamy zaspokojenia wszystkich naszych potrzeb. Więcej, uważam, że to jest wręcz niegrzeczne. Życie w społeczeństwie wymaga kompromisów. Takiego zdania jestem 🙂
    A co do nart, zazdroszczę, nigdy się nie nauczyłam, bo tchórz ze mnie był, a teraz to kręgosłup, kolanko itp. itd. 🙂